Strona wykorzystuje COOKIES w celach statystycznych, bezpieczeństwa oraz prawidłowego działania serwisu.
Jeśli nie wyrażasz na to zgody, wyłącz obsługę cookies w ustawieniach Twojej przeglądarki.

Zgadzam się Więcej informacji

Dokumenty

Misja Barbikańska pastor Piotr Gorodiszcz
Marbican Mission


uzupełnij jewishbialystok@gmail.com
udostępnij na FB


WiT

WiT


WiT

WiT


Yvette has had a very varied life life, born in Poland living through both Russian and German invasions, coming to England after the war and settling here.Yvette’s parents on their wedding dayEugenia Horodyszcz and Doctor Maurycy Syrota

When the Russian army occupied Bialystok, in Poland, Yvette’s father was sent to Siberia for re-education by the NKVD alongside large numbers of other professionals. He was released when the Nazi- Soviet no-agression pact came to an end in 1941 and managed to come to the UK to work in a Polish Military hospital. Yvette had remained with her mother in Poland, here is a photo of them together in happier times. She lived with her mother and governess until the Germans took their town and as her mother was designated a Jew, they were removed to the local ghetto. Yvette’s governess arranged for her to escape from the ghetto and organised hiding places for her until the end of the war. Leaving her mother was very hard for Yvette but even harder for her mother who perished in Auschwitz alongside millions of others.She wrote the book as a memorial to her mother and to dissipate her anger against those who carried out the atrocities and those who looked the other way saying they didn’t know what was going on.
After the war, her father who was working in a Polish military hospital in the UK bribed someone to bring her out of Poland illegally, as it was officially a Russian satellite state with no exit visas, so she could travel to the UK. Unfortunately the guide dumped her in a camp for displaced persons in Austria and she was on her own at 14 in a foreign country with no means of support. Luckily she made friends with a family who took her under their wing. When one of their relatives came to pick them up to take them to Italy she asked if she could tag along as she had 2 aunts in Italy with the Polish army.


------------------

STUDIA HUMANISTYCZNO-SPOŁECZNE  HUMANITIES AND SOCIAL STUDIES 

Edited by  Wojciech Saletra 

T. 17 

Editor of volume  Radosław Kubicki 



Wydawnictwo 

Uniwersytetu Jana Kochanowskiego 

Kielce 2017 



Dominik Flisiak 


Uniwersytet Jana Kochanowskiego 

w Kielcach, Polska 


DZIENNICZEK NINY FAJANS. NIEZNANE ŹRÓDŁO 

DO BADAŃ NAD MISJĄ BARBIKAŃSKĄ 

I LOSEM NEOFITÓW W TRAKCIE II WOJNY ŚWIATOWEJ 



Prezentowany tekst pochodzi z dzienniczka Niny Fajans, która była związana 

z Misją Barbikańską wśród wyznawców judaizmu działającą w Białymstoku. Wedle 

spisu z 1931 r. w mieście tym żyło 91 tys. osób, w tym ok. 39 tys. Żydów1. W pracy 

przedstawione zostały podstawowe fakty związane z działalnością barbikanów, rodziną 

Niny Fajans oraz losów Żydów-neofitów w trakcie Holocaustu. Zamieszczony 

został także tekst wspomnień, które powstawały od 6 maja do 2 sierpnia 1945 r. Refleksje 

zapisywane były ołówkiem w kilkunastostronnicowym zeszycie. Oryginał dokumentu 

znajduje się w Bibliotece Synodu Kościoła Ewangelicko-Reformowanego 

w RP w Warszawie. 


Wspomnienia dotyczą wojennych i tużpowojennych przeżyć autorki, która miała 

nadzieję, że jej rodzina ocalała z Holocaustu. Na kartach dzienniczka można prześledzić 

zmieniające się stany emocjonalne związane ze snami2, w których Nina Fajans 

widzi nieżyjących najbliższych. Autorka przedstawiła niewiele informacji dotyczących 

wydarzeń w kraju oraz na arenie międzynarodowej. Wyjątkiem jest prezentacja 

faktu powołania Tymczasowego Rządu Jedności Narodowej. Fajans skupiła się 

głównie na opisie ludzi, z którymi kontaktowała się na co dzień. Wśród jej znajomych 

były osoby, które w wyniku działań hitlerowców straciły swoich najbliższych. Fajans 

wyrażała solidarność 

z ich cierpieniem. Z drugiej strony dostrzegała, że wśród tych, 

z którymi miała kontakt, byli także tacy, którzy mieli być pyszni i dwulicowi. Ważnym 

elementem pobytu Fajans w Białymstoku były wizyty brata. Autorka ucieszyła 

się, że ktoś z jej rodziny przeżył wojenną zawieruchę. Dostrzegła także, że brat zmienił 

do niej stosunek, ponieważ pokazała mu, że będąc pozostawiona sama sobie, może 

zmierzyć się z przeciwnościami losu. Ciekawym aspektem obserwacji Fajans była 

krytyka przejawów szowinizmu znajomych, wśród których byli Polacy i Białorusi. 

Na kartach jej wspomnień widoczna była niechęć do Niemców, którzy byli pisani 

przez małą literę „n”. 


1 T. Wiśniewski, Bóżnice Białostocczyzny. Żydzi w Europie Wschodniej do roku 1939, Białystok 

1992, s. 135. 

2 O tym zagadnieniu patrz szerzej: B. Engelking, Sny jako źródło do badań nad Zagładą, 

„Zagłada Żydów Studia i Materiały” 2013, nr 9, s. 19-47. 


DOMINIK FLISIAK 


Ważnym elementem dzienniczka było ukazanie codziennych zmagań związanych 

z znalezieniem pracy oraz niezbędnych funduszy. Ukazana była tuż powojenna bieda, 

która zmusiła autorkę do sprzedania m.in. kilku zeszytów nut. Dodatkowo, aby poprawić 

swój los, zajęła się uprawą małego ogródka. 


Autorka, chcąc znaleźć jakiekolwiek informacje o swoich najbliższych, pytała 


o nich ludzi, którzy w trakcie wojny mogli mieć kontakt z jej rodziną. Po tym, jak 

dowiedziała się, że jej bliscy nie żyją, wpadła w rozpacz i ograniczyła kontakty z znajomymi. 

Dodatkowo planowała opuścić Białystok. Nie chciała żyć w mieście, w którym 

spotkało ją tyle nieszczęść. Planowała wyjechać do Rosji, skąd pochodziła, lub 

do Wielkiej Brytanii. Dzienniczek kończy się 

zaprezentowaniem informacji o rocznicy 

wyzwolenia Białegostoku z rąk Niemców przez wojska radzieckie i o kolejnym 

śnie. 

Można przypuszczać, że zaprezentowane wspomnienia są tylko częścią pamiętników 

Fajans, które przekazała V Liceum Ogólnokształcącemu w Starosielcach, gdzie, 

jak wynika z badań Tomasza Wiśniewskiego, zaginęły3. 


Misja Barbikańska (Barbican Mission to the Jews4) powstała pod koniec XIX w. 

w Londynie5. Organizacja działała wśród Żydów i szerzyła chrześcijaństwo6. W okresie 

poprzedzającym wybuch I wojny światowej miała już swoje filie w Rumunii, Rosji 

carskiej oraz Austro-Węgrzech7. W Polsce rozpoczęła działalność na przełomie 

1923/1924 r8. Kierownikiem był pastor Piotr Gorodiszcz, który urodził się w dniu 

12 lipca 1884 r. w Rogaczewie9. Był synem Maurycego oraz Eugenii. Jego małżonką 

była Helena pochodząca z rodziny Cohnów, z którą miał syna oraz córkę. Misjonarz 

owdowiał pod koniec pierwszej połowy 1939 r.10. Piotr Gorodiszcz wychowywał się 

w żydowskiej rodzinie, ale zmienił wiarę na chrześcijaństwo i przyjął chrzest w Odessie 

z rąk baptystów11. W trakcie I wojny światowej organizował pomoc dla Polaków 

uciekających przed zawieruchą wojenną12. W czasie tej wojny prowadził działalność 

misjonarską wśród Żydów i Ukraińców m.in. w Kijowie oraz Mińsku13. Po 1921 r. 


3 T. Wiśniewski, Nawracanie Żydów na ziemiach polskich. Misja Barbikańska w Białymstoku, 

Łódź 2013, s. 202. 


4 T.J. Zieliński, Protestantyzm ewangelikalny. Studium specyfiki religijnej, Katowice 2014, 


s. 279 

5 T. Zieliński, Schyłek istnienia Misji Barbikańskiej w Białymstoku na tle dziejów brytyjskich 

misji wśród Żydów na ziemiach polskich, „Myśl Protestancka” 2004, nr 1/2 (29-30), s. 95. 

6 T. Wiśniewski, Misja Barbikańska w Białymstoku. Inwentarz materiałów. Cześć I, „Zeszyty 

Naukowe Filii Uniwersytetu Warszawskiego w Białymstoku” 1989, t. 12, z. 66, s. 253. 

7T. Wiśniewski, Nawracanie, s. 100-101. 

8 T. Wiśniewski, Misja Barbikańska w Białymstoku, s. 253.9 S. Łoza, Czy wiesz, kto to jest?, Warszawa 1938, s. 218. 

10 „Dwa Światy” 1939, nr 3 (z lipca), s. 3. 

11T. Wiśniewski, Misja Barbikańska w Białymstoku, s. 265.12 S. Łoza, Czy wiesz, kto to jest?, s. 218. 

13 T. Wiśniewski, Nawracanie, s. 102. 


DZIENNICZEK NINY FAJANS 


pracował w Równem wśród Żydów, Polaków i Rosjan14. Dzięki sukcesom ewangelizacyjnym 

zaskarbił sobie życzliwość przedstawicieli Kościoła anglikańskiego, luterańskiego 

oraz kalwińskiego. W miasteczku nawiązał 

kontakt z Józefem Fajansem 

i Morycem Syrotą15. Warto podkreślić, że wówczas Gorodiszcz utrzymywał kontakt 

z neofitami działającymi w Kijowie oraz Żytomierzu16. Na przełomie 1923/1924 r. 

wyjechał do Białegostoku i zaczął działać na rzecz Misji Barbikańskiej. 


Józef Fajans urodził się 13 stycznia 1890 r. w Mińsku, zginął w 1943 r. Jego rodzicami 

byli Judel i Nechama Fajans. Józef stał chrześcijaninem i rozpoczął działalność 

misyjną wśród wyznawców judaizmu. Po 1924 r. zamieszkał w Białymstoku17. 

Był poliglotą i dobrym mówcą oraz należał do najbliższych współpracowników Gorodiszcza. 

W białostockiej kaplicy misyjnej anglikanów odprawiał nabożeństwa 

w języku polskim i jidysz18. Obok Gorodiszcza był osobą odpowiedzialną za rozwój 

misji. W 1930 r. bezskutecznie próbował sprowadzić swoją matkę z Rosji sowieckiej 

do Polski. Żoną Józefa była Nina z domu Kopylowych. Urodziła się w 28 maja 1887 


r. w Minjar w guberni ufijskiej. Jej rodzice to Wanda Paulina i Borys wyznawcy prawosławia19. 

Po pewnym czasie Nina przeszła na anglikanizm. Można przypuszczać, 

że wyszła za mąż 

w okresie poprzedzającym wybuch pierwszej wojny światowej lub 

na jej początku. Tak jak jej mąż, znała kilka języków. Mieli dwójkę dzieci: Borysa, 

który urodził się najprawdopodobniej w 1915 r. w Petersburgu, i Marię, która przyszła 

na świat 24 sierpnia 1922 r. w Równem. Syn w 1923 r. uzyskał maturę w Państwowym 

Gimnazjum Matematyczno-Przyrodniczym im. Marszałka Piłsudskiego w 

Białymstoku20. Następnie studiował na wydziale budowy okrętów Politechniki Warszawskiej. 

Maria Fajans uczęszczała do Gimnazjum im. Anny Jabłonowskiej. 

Misja Barbikańska w Białymstoku miała swój własny zbór i pod koniec lat 30. liczyła 

ok. 200 osób. Od 1933 r. współpracowała z Jednotą Wileńską21, która skupiała 

wiernych Kościoła ewangelicko-reformowalnego (kalwinistów). Barbikanie w celu 

dotarcia do jak największej liczby Żydów w 1930 r. uruchomili własną drukarnię. 

Drukowano blankiety, broszury oraz książki. Były to publikacje w języku jidysz, angielskim 

oraz polskim. Od kwietnia 1937 r. wydawali swój własny tytuł prasowy 

Dwa Światy. Osobami odpowiedzialnymi za redagowanie i wydawanie byli Piotr Gorodiszcz 

oraz Józef Fajans22. Artykuły pisali m.in.: Gorodiszcz, Fajans, misjonarze 

Jakub Ziering i Emanuel Luft. W swoich artykułach Fajans przedstawiał m.in. trud 


14 P. Gorodiszcz, Christ and the Jews. A review of the work for propagation of the Gospel 

amongst the Jews under thee superintendence of rev. P. Gorodishz from the 1 October 1921 

till the 1 May 1923, Łódź 1923, s. 7. 


15 Ibidem, s. 11. 

16 Ibidem, s. 6. 

17 T. Wiśniewski, Nawracanie, s. 223.

18 Ibidem, s. 222. 

19 Ibidem. 

20 Ibidem. 

21 E. Alabrudzińska, Protestantyzm w Polsce w latach 1918–1939, Toruń 2004, s. 88. 

22 „Dwa Światy” 1937, nr 1 (z kwietnia), s. 8. 



DOMINIK FLISIAK 


pracy misjonarskiej wśród przedstawicieli wspólnoty żydowskiej23. Podkreślał zasługi 

Józefa Piłsudskiego w odzyskaniu przez Polskę niepodległości24. Był przeciwnikiem 

wojen, zwłaszcza tych prowadzonych w Azji. Uważał, że przelew krwi oddali 

perspektywę przyjęcia chrześcijaństwa przez narody tam mieszkające25. 


W marcu 1935 r. w ramach Misji Barbikańskiej powołane zostało Chrześcijańskie 

Towarzystwo Opieki nad nawróconymi Izraelitami „Samarytanin”26. Nazwa 

nawiązuje do przypowieści z Ewangelii św. Łukasza, w której przedstawiona została 

historia osoby, która została napadnięta i dotkliwie pobita przez bandytów27. Poszkodowanym 

troskliwie zajął się Samarytanin28. Celem tej organizacji było m.in.: 

podniesienie stanu materialnego, moralnego kulturalnego neofitów, wychowanie 

ich na dobrych obywateli Polski oraz dbanie o wykształcenie dzieci przechrztów29. 

Formą pomocy chrześcijanom żydowskiego pochodzenia miało być: prowadzenie 

pogadanek naukowo-religijnych, organizowanie kolonii, półkolonii, szkół oraz internatów 

otwartych dla wszystkich bez względu na wiek. Ważnym elementem miało 

być tworzenie: kolonii rolnych, przytułków, bibliotek, w których zakazane były 

książki o profilu antyreligijnym oraz udzielenie darmowej pomocy lekarskiej30. Do 

tej organizacji mogli należeć tylko chrześcijanie. Mąż Niny Fajans został wiceprezesem 

tego towarzystwa. Praca barbikanów budziła spore kontrowersje. Katolicka 

„Jutrzenka Białostocka” negatywnie wypowiadała się o religijnej działalności 

przedstawicieli Reformacji31. Z kolei Starozakonni widzieli w misjonarzach tych, 

którzy działają na szkodęŻydów, zwłaszcza w kontekście odbudowy państwa żydowskiego 

w Palestynie32. 


W 1939 r. zaczęła się II wojna światowa, która pochłonęła miliony ofiar. Dnia 

1 września Polska stała się ofiarą niemieckiej, a 17 września radzieckiej agresji. 

W wyniku działań wojennych Białystok wraz z okolicą znalazł się w granicach 

Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich33. Komuniści utrudniali prowadzenie 

działalności religijnej. Po niemieckiej inwazji na Rosję Sowiecką, która zaczęła 

się 22 czerwca 1941 r. Białystok znalazł się pod okupacją niemiecką. Niemcy założy



23 „Dwa Światy” 1938, nr 1 (5) (z kwietnia), s. 5- 7. 


24 „Dwa Światy” 1937, nr 1 (z kwietnia), s. 6. 


25 „Dwa Światy” 1937, nr 4 (z grudnia), s. 10. 


26 E. Alabrudzińska, Misje Chrześcijańskie wśród Żydów w Polsce 1918-1939, „Studia Judaica” 

5: 2002 nr 2 (10)-6: 2003 nr 1 (11), s. 120. 


27 Pismo Święte Nowego Testamentu, tłum. z języka greckiego Seweryn Kowalski, Warszawa 

1974, s. 133. 


28 Ibidem, s. 133. 


29 Statut Chrześcijańskiego Towarzystwa Opieki nad Nawróconymi Izraelitami „Samarytanin”, 

Białystok 1935, s. 3. 


30 Ibidem, s. 4. 


31 „Jutrzenka Białostocka” 1939, nr 5 (z maja), s. 12. 


32W poszukiwaniu religii doskonałej? Konwersja a Żydzi, red. A. Jagodzińska, Wrocław 


2012, s. 203. 

33 C. Brzoza, A.L. Sowa, Historia Polski 1918–1945, Kraków 2006, s. 509. 


DZIENNICZEK NINY FAJANS 


li getto, do którego trafili Żydzi i neofici związani z Misją Barbikańską. W myśl niemieckich 

rozporządzeńŻydami byli również 

ci, którzy porzucili judaizm. Na czele 

Judenratu, czyli rady żydowskiej kierującej gettem, stanął Efraim Barasz34. Z członków 

Misji Barbikańskiej najprawdopodobniej uratowała się 

tylko jedna osoba – Nina 

Fajans. Inni zmarli w getcie albo komorach gazowych. O hitlerowskich prześladowaniach 

białostockich neofitów wspominałżydowski historyk Bernard Mark35. Getto 

w Białymstoku zostało zlikwidowane przez Niemców w 1943 r.36. Są 

dwie tezy dotyczące 

śmierci Józefa Fajansa. Wedle pierwszej z nich, do 1942 r. mieszkał przy ulicy 

Stołecznej. Następnie trafił do getta, a wkrótce do niemieckiego obozu śmierci37. 

W myśl drugiej teorii do 1943 r. ukrywał się 

wraz ze swojążoną 

przy ulicy Młynowej, 

następnie kryjówka została odkryta i Józef trafił do obozu zagłady. Jego dzieci 

najprawdopodobniej zostały zamordowane przez Niemców w 1944 r. w podbiałostockim 

lesie koło Grabówki. 


Nina Fajans po 1945 r. związała się z wrocławskim zborem metodystów. W ramach 

działalności w nowej społeczności współpracowała z gazetą „Pielgrzym Polski”. 

Zamieszczała tam artykuły dotyczące prawd wiary oraz problemów, przed którymi 

stawali chrześcijanie żyjący w współczesnym świecie38. Dodatkowo przedstawiała 

informacje dotyczące społeczności wrocławskich metodystów39. W dniach od 

20 lipca do 4 sierpnia 1963 r. uczestniczyła w kursie kształcenia biblijnego, który odbył 

się podwarszawskim Klarysewie40. W trakcie tego spotkania wygłosiła referat pt. 

O przyjaźni w społeczności dzieci Bożych. Zmarła w 1970 r. w domu starców w Węgrowie41. 



Warto podkreślić, że po II wojnie światowej zbór barbikanów został przejęty przez 

nowe polskie władze i zamieniony na kino „Syrena”42, które od kilku lat jest zamknięte. 



34 M.R. Marrus, Holocaust – historiografia, tłum. z angielskiego A. Tomaszewska, Warsza



wa 1993, s. 175. 

35 B. Mark, Ruch oporu w getcie białostockim. Samoobrona, zagłada, powstanie, Warszawa 


1952, s. 46. 

36 C. Brzoza, A.L. Sowa, Historia Polski 1918–1945, s. 607. 

37 T. Wiśniewski, Nawracanie, s. 201.38 „Pielgrzym Polski” 1962, nr 6 (z czerwca), s. 62 

39 „Pielgrzym Polski” 1963, nr 6 (z czerwca), s. 52 

40 „Pielgrzym Polski” 1963, nr 10 (z października), s. 104. 

41 T. Wiśniewski, Nawracanie, s. 202. 

42 A. Lechowski, Białystok. Przewodnik historyczny, Białystok 2009, s. 530. 


DOMINIK FLISIAK 


Tekst źródłowy: Dzienniczek Niny Fajans43 


6 maja 1945 


Wczoraj wieczorem przed snem pomodliłam się i prosiłam Boga, żeby dał mnie 

we śnie widzieć dzieci, jeżeli one sążywe. Przyśniła mi się Marysia. Powróciła. 

Jesteśmy z nią w dzielnicy ghetto, stoimy, w jakiej ruderze. Bardzo niejasno i niewyraźnie. 

Pytam gdzie Borys i ojciec i dlaczego my tutaj jesteśmy, przecież ja mam 

swój(?) na Stołecznej. Odpowiada, że tutaj przyprowadziła ją jakaś dziewczyna, 

z którą razem powracały i one chcą urządzić pracownię kapeluszy, a Borys i ojciec 

pewnie od razu powrócili na stare mieszkanie. 


Ja mówię, że teraz przede wszyskiem trzeba złożyć dodatkowe egzaminy, bo 10letnie 

nie wystarczą, ona się 

zgadza ze mną, ale jakoś smutnie. Prosi mnie żebym 

dała jej bandaż. Na co czy noga znów dokucza? Nie noga była cały czas zdrowa, ale 

w drodze gdzieś się wykąpała i znów noga zabolała. Twarz miała zmizerniałą, włosy 

proste, padały na ramiona. Pytam: „gdzież ty ostatecznie była, dlaczego mnie nie 

mówisz?”. Milczy. Obudziłam się. Zasnęłam znowu i przyśnił mi, dalszy ciąg snu. 

Marysia mówi, że ona była cały czas pod Łomżą 

w lesie, a nie zawiadomiła mnie 

bo jej nie wolno było. Co ona robiła? Pracowała przy aparacie podsłuchowym. 

Obudziłam się i tak prosiłam Boga, żeby Borys też mi się przyśnił, ale więcej już 

nie zasnęłam. Co znaczy ten sen? Dziś jest święto Zmartwychwstania prawosławne. 

Może wstąpię do p. Jagintowicz, a do Krasu (?) jeżeli oni mnie nie zaproszą, nie 

pójdę. Tam już wszystko skończono. Będę po trochu tylko wycofywać swoje rzeczy. 



8. maja. Zacznę od głównego: 

Dziś, o godz. 11 rano niemcy44 skapitulowali całkowicie na rzecz wszystkich 

trzech państw, 10-go podobno maja być ogłoszone warunki pokoju. Konferencja 

jeszcze trwa. O Boże, żeby tylko nie było drugiej wojny. Spotkałam tylko co pana 

Plersandra(?), jest bardzo dobrej myśli mówi, że wszystko będzie jak najlepiej. byłam 

dziś na imieninach u p. Pozderskiej. Właściwie nie bardzo chciałam iść, ale ona 

tyle mnie dobra zrobiła, że wprost nie wypadało nie pójść powinszować. Odniosłam 

jej tulipany. Dlatego nie bardzo chciałam iść, bo wiedziałam, że spotkam u niej 

resztki tak zwanej „elity” K- niego towarzystwa, dla którego jestem teraz obca. 

I rzeczywiście spotkałam dużo osób, których dawno już nie widziałam. Była 

i p. Ikrob z mężem. Ja nic nie mam przeciwko niej. Chciałam nawet porozmawiać 

podczas kolacji, ale ona jakoś odsunęła się ode mnie i moje chęci spełzły na niczem. 



43 W tekście została zachowana oryginalna pisownia oraz interpunkcja. W przypadku nieznanych 

osób czy słów został 

dodany znak (?). 


44 Pisanie nazw państw z małej litery może świadczyć o niegasnącej niechęci wobec tych, 

którzy byli winni tych cierpień, które autorka musiała znieść. 


DZIENNICZEK NINY FAJANS 


Reszta pań to są bardzo między sobą zżyte, mają swoje sprawy do omówienia, 


o których ja nic nie wiem. Szczególnie mnie się podobała jedna pani, o której 

p. Pasel często mówiła zapomniałam jej nazwiska. Ona też 

ma syna jedynaka, którego 

już nie widziała blisko 6 lat i o którym nic nie wie. Wogóle ze wszystkich kobiet 

co tam były, to : ja nie dwoje dzieci i męża przy sobie45, ta pani – syna, jeszcze 

pani – dwóch synów, pani Muszyńs- córki, p. Ikrob- syna, p. Pasel- córki i męża. 

Tylko kilka rodzin są wszyscy razem (trzy). 

Najadłam się słodyczy tak, że w domu nic nie jadłam. Dzisiejszej nocy śniły mi 

się dzieci, ale jakoś niewyraźnie, że powróciły. Jestem zupełnie zdaną na wolę Bożą, 

jak pan Bóg chce niech tak i będzie, wszystko przyjmę z Jego rąk. Zauważyłam, że 

cierpienia, które przeszłam, zupełnie zniszczyły we mnie złość i zdolność gniewać 

się. I już nie zazdroszczę nikomu, jestem teraz spokojna. I dziwne, że wiadomość 



o kapitulacji niemiec a tym samym znaczy i zawieszenie broni i koniec wojny, jakoś 

nie zrobiła na mnie wrażenia. Tylko we mnie coś zadrżało. Często przedtym myślałam, 

jak to będzie, kiedy powiedzą, że koniec wojny, a tutaj właśnie nadszedł ten 

dzień i ludzie ci sami tak samo idą po ulicach i wcale nie widać 

na ich twarzach nic 

nadzwyczajnego. Jakby wcale nie cieszyli się tym. 

Jeszcze dziwny sen widziałam dziś. Że byłam w u Krasu w gościnie na Świętach 

i dosyć przymówiliśmy z nimi. Był tam pan Jan i Artur strasznie napuszeni i dumni, 

ostatni w jakimś dziwacznym ubiorze, namalowany i naszminkowany jak kobieta, 

obydwa binoklach. Pokłóciłam się 

z nimi nagadałam im wszystko co o nich myślę. 


9 maja Dziś w nocy nie mogłam spać, była straszna strzelanina naokoło domu. 

nie wiedziałam co myśleć, czy to jaka wojna się toczy, czy co. Okazuje sięże to 

sowieci strzelali na „wiwat” z powodu ukończenia wojny. Wczoraj i dziś były defilady. 

Ja nie byłam, bo musiałam siedzieć w stołówce, zresztą cały czas czuję siebie 

bardzo przeziębioną. Jakoś nie wierzy mi się, że to koniec wojny, niema wcale radosnego 

nastroju i męczy mnie myśl, że dzieci mogą nie powrócić, Boże, Boże, nie 

wytrzymam, zwarjuję z rozpaczy. Ciężko, strasznie ciężko w sercu, właśnie teraz, 

kiedy muszę liczyć każdy dzień który oddala mnie od powrotu dzieci i kiedy tego 

powrotu mogę się nie doczekać. 


Dziś na ulicy miałam przykry wypadek, spotkał 

mnie jeden stary kolejarz, który 

okazuje się pracował na tytoniówce razem z Borysem i zagadał mnie: „Co słuchać 

u Pani, syn Pani rozstrzelany? Osłupiałam, pytam go, skąd to wziął? Mówi, że na 

fabryce tak mówili. Co to jest? Gdzie prawda? Jedni mówią, że był wykupiony 

i odesłany do Austrji, drudzy– że już go nie ma. Komu wierzyć? Pójdę do Krysi, 

niech ona mnie powie prawdę, tylko prawdę, jeżeli coś wie. 


11 maja Wczoraj był piękny dzień, poszłam na cmentarz do mamy. Po drodze 

spotkałam Panią Helenę, szła do mnie i kiedy się dowiedziała, że idę na cmentarz, 


45 Najprawdopodobniej fragment tekstu powinien tak brzmieć: „ja nie mam dwoje dzieci 

i męża przy sobie”. 


DOMINIK FLISIAK 


poszła ze mną. Dobrze tam było cicho, taki spokój. Popłakała(m) trochę, ale potym 

jam poszłam do domu, to znów taki sam ciężar legł mnie na serce. Od tego czasu, 

jak wojna się skończyła, nie mam zupełnie spokoju, mam taki straszny ciężar na 

sercu. Nie chcę o niczym myśleć, wszystko mnie jedno. 


13 maja Wczoraj posiałam w ogrodzie jeden zagon, więcej nie miałabym sił no 

i płacić przecież trzeba po 5 zł od metra, razem 50 zł za jeden swój zagaik, ale dostałam 

jeszcze obok mniejszy od p. Irum (?), bezpłatnie. W ogóle ostatnio spotykam 

dużo współczucia, panna Leluszówna nie chciała ode mnie nic wziąść za nasiona 

ipowiedziała, żebym przyszła po flarsy (?). Potym, Zosia, co – u mnie kiedyś pracowała, 

kupiłam u niej słoniny niedawno, wyszłam od niej, a ona mnie dopędza 

i żebym wzięła na śniadanie kawałeczek białego sera. Nie chciałam ją obrażać 

i wzięłam, chociaż wyglądem na jałmużnę, ale ponieważ moim ulubionym świętym 

jest św. Franciszek „pouveletto”, to nie trzeba się obrażać na jałmużnę. Ale z drugiej 

strony widocznie swoich bliższym znajomym już się sprzykrzyłam, bo kiedy 

byłam chora, nikt nawet nie przyszedł się dowiedzieć, dlaczego tak dawno się nie 

pokazuję. Zdaje się, że niedługo zaprzestanę 

swoich wizyt u nich, będę siedzieć 

w domu. Teraz w niedzielę zawsze się staram żeby w domu coś ugotować, a po tym 

iść do kogoś, żeby nie myśleli że ja wyglądam ich obiadów. A jednak mogli by kiedyś 

i zaprosić 

mnie na obiad, bo sama już nie będę chodzić. Dziś pójdę do p. żeby 

odebrać nuty do sprzedania, potrzebne mi są pieniądze. 


15 maja Wczoraj i dziś kopałam drugą grządkę, dziś skończyłam i posadziłam 

trochę kapusty, kalafjorów, flancówki cebuli, którą dostałam też bezpłatnie od 


p. Leluszówny. Potym po obiedzie kopałam w ogrodzie misyjnym i zmęczyłam się. 

Zaszłam do p. Węsław, ona poszła na cmentarz, a ja trochę posiedziałam z p. Heleną, 

która mnie bardzo się podoba. Ale teraz w domu myślę: poco ja to wszystko 

robię, na co mnie ten ogród i to wszystko? Przyszedł syn pani Różsiewicz, był 

w Magdeburgu, a mówił niema i być może ich wogóle już niema, może nie żyją46. 

A ja zajmuję się jakimiś ogrodami. 

17 maja Dziśśniła mi się Marysia, że jechała furą do domu, a ja wyjrzałam prze 

okno, zobaczyłam ją, i zaczęłam wołać,: 


„Marysia, Marysia!” Ona mnie zobaczyła, zeskoczyła z fury, rzuciła się do mnie 

i zaczęła mnie ściskać i całować. Tak żywe odczuwałam jej pocałunki. Była 

uśmiechnięta i dobrze wyglądała. O Boże. Boże, czy ja tylko we śnie ją zobaczę? 

Jest mi niewymownie ciężko. Teraz zaczynam nie znosić wszystkich ludzi, z którymi 

mam do czynienia. O Boże, daj mnie żeby dzieci powróciły, a jeżeli nie, daj 

mnie możliwość wyjechać stąd. Pojadę, albo do Rosji, albo do Anglji, nie zostanę 

w Polsce. 


46 Najprawdopodobniej chodzi o rodzinę pani Fajans. 


DZIENNICZEK NINY FAJANS 


22 maja Śnił mi się Borys. Siedziałam przy oknie w swojem pokoju, on przeszedł 

mimo, w swojem jasnem letniem płaszczem, spojrzał na mnie, uśmiechnął się 

i skierował się na ganek, a ja musiałam się do przedpokoju odmykać drzwi i… obudziłam 

się. 


25 maja Wszystkie te dnie pracowałam usilnie w ogrodzie jednym i drugim, teraz 

już wszystko skończyłam. Po co to robię, nie wiem sama, mnie wcale to 

wszystko niepotrzebne. Tylko dla tego żeby pracować. Wczoraj nocowałam 

u p. Jagint, poszłam do niej odnieść książki, a ona mnie zostawiła nocować mnie 

tam teraz obojętne co ja robię. Jestem dziś w okropnym stanie. Chciałabym umrzeć. 

Nie chcę do nikogo iść, mnie się zdaje, że każdy mnie oskarża, że ja nie uratowałam 

dzieci. P. Szumińska starsza niedawno robiła aluzje że może dzieci rozstrzelali. 

Chodziłam cały dzień, jak martwa. Wczoraj i dziś pada deszcz, jest bardzo zimno, 

drzewa u mnie mało, pieniędzy też nie mam. Nie wiem co będę robić dalej. Ach, 

mnie jest wszystko jedno. 


27 maja Jest mi niewymownie ciężko. Nie jestem i teraz zupełnie normalna. Póki 

jestem na pracy w stołówce i obok mnie przewija się cały korowód obcych twarzy, 

którymi ja poniekąd się opiekuję, z jednym porozmawiam, z drugim powspółczuję 

w jego biedzie, z trzecim pożartuję, w tedy nie myślę o sobie, ale z chwilą 

kiedy przyjdę do domu i usiądę przy oknie, zaczynam coś robić, reperować, nie 

mogę usiedzieć, ciągnie mnie gdzieś iść. Wczoraj naprzykład, musiał przecież sobie 

połatać i pocerować bieliznę, bo już niema co nosić i musiałam przemocą trzymać 

siebie na miejscu, tak mnie ciągnęło rzucić wszystko i gdzieś lecić. Ale przemogłam 

i nie poszłam. Zresztą do kogo pójdę? 


Wszyscy albo prawie wszyscy tylko udają dużo sympatii dla mnie, a jestem 

pewna, że mogę miesiącami do nich nie przychodzić i oni nawet nie pociekają się, 

co ze mną się stało. Do Krasrzew(?) nie będę już chodzić, już prawie przestałem, bo 

ona zawsze tak wymyśla na polaków, strasznie się zrobiła patrjotka białoruska, 

u Gabr. znów w początku było to samo, z tą różnicą, że szowinizm ukraiński, a teraz 

ta niemka powróciła i p. Gabr. połączyła się z p. Waje na tym tle zgodnej nienawiści 

do niemki, chociaż przedtym kłóciły się. A nienawiść ta ma źródłem, to że 

tamta domaga się swoich rzeczy a ich już dawno nie ma. P. Pozeler jest dobra kobieta 

i może mnie i współczuje, ale zawsze czuję, że ona nie wierzy, że dzieci mają 

żywe i mogą powrócić i to okropnie okrutnie krępuje całą moją istotę, kiedy u niej 

bywam, ona i całe jej towarzystwo są tacy zajadli narodowo. 


P. Jagint? Tak z nią czasami można porozmawiać, bo ona tez jest tak jak ja; 

z jednej strony mąż polak i córka tym samym a z drugiej strony samą jest rosjanką, 

ciągnie do Rosji. Ale ona przeważnie mówi o sobie, o swoim handlu i o Lusi, i to 

mnie drażni. Zostaje Janka, ją bardzo lubię, poczciwa dusza, no i poniekąd związana 

jest z moją sprawą, ale ona ma teraz swego Alka i cała zaprzątana jest właśnie 

swoją przyszłością. 

310 DOMINIK FLISIAK 


Tymczasem czas idzie, pod koniec maja, blisko miesiąc jak wojna się zakończyła, 

a ja żadnej wiadomości nie mam do tego czasu, I czy będę miała? P. Walczakar(?) 

mówi, że ona nigdy wątpiła, że Tolek powróci, tymczasem ja nie ma tej 

pewności, odwrotnie czasami ogarnia mnie okropna rozpacz i uczucie strasznej 

pustki. Czy to zależy od mojego usposobienia (dzieci zawsze nazywały mnie „pesymistką”) 

czy jest jakieś przeczucie? 


Prędzej by było ciepło, będę wtedy po pracy chodzić na planty i tam siedzieć 

i czytać, trudno, trzeba się przyzwyczaić do myśli i do uczucia samotności. 


2 czerwca Tak dawno już nie pisałam. 28 go, akurat w dzień moich urodzin 

przyjechał brat. Bardzo miło spotkaliśmy się. On jakoś zmienił się w stosunku do 

mnie, jakieś ciepło odczuwam w nim. Widocznie jednak przekonał się, że mogę 

sobie dać radę i bez niego i poczuł siebie trochę nie w porządku względem mnie. 

Krótko mówiąc, dobrze nam było ze sobą. Odczułam w nim naprawdę swego bliskiego. 

I było mnie to bardzo przyjemne w mojem osamotnieniu i opuszczeniu. 

Przywiózł mnie dużo produktów, masła, mleka, śmietany, jaj. Był rano, obiecał 

przyjść jeszcze po południu, ale nie przyszedł, chociaż ugotowałam obiad i czekałam 

do godziny 5 ej. Ale wczoraj, 1 go, to znaczy znów w dzień w dzień moich 

imienin, przyjechał znowu, nawet nocował u mnie. Bardzo dobrze spędziliśmy wieczór, 

ja poszła spać do pokoju Juzi(?) jemu odstąpiłam kanapę. Dzisiaj przyszedł po 

południu i zjadł obiad, który ugotowałam z kawałka kury, co on przywiózł. Atmosfera 

była bardzo przyjemna. Obiecał przyjechać następnego tygodnia i dopytywał 

się cały czas co mnie przywieść, aż mnie wzruszył tym. Widocznie postanowił sobie 

za obowiązek jednak zatroszczyć się 

o mnie w czasie nieobecności dzieci, bo on 

jest głęboko przekonany, że one powrócą. Dziś w nocy zdarzył się koło naszego 

domu wypadek, zabity jakiegoś człowieka. Słyszeliśmy nad ranem strzały, ale nie 

przypuszczaliśmy że z tego coś wynikło. A rano, kiedy brat wyszedł przynieść mnie 

wody, powrócił i mówi, że koło ganku leży człowiek zabity. Wygląd jego był 

okropny. Cała kałuża krwi. Co to było– niewiadomo. Przypuszczalnie porachunki 

polityczne47. 


W przeddzień przed Bożym Ciałem to znaczy31-go maja, modliłam się o prosiłam 

Boga, żeby dał mnie znak, że dzieci żywe, błagałam żeby ktoś z nich mnie się 

przyśnił na znak że żywe. Wtedy przyśniła mi się Marysia, że powróciła; poszły 

z nią do Gabr. była wesoła, a włosy miała jasne. 


Na druga noc prosiłam, żebym P. Bóg dał mnie jeszcze raz znak. I przyśnił mi 

się Borys, ale jakiś taki duży, postarzały, zmieniony na twarzy. Na trzecia noc już 

nic nie prosiłam, ale widziałam bardzo niejasno Józefa, jak– dokładnie nie mogę 

sobie przypomnieć. Dziś– z soboty na niedzielę przyśnił mi się znów Borys, że 

skierował się do moich drzwi, a ja wyskoczyłam na ganek i słyszę: za początku (?) 

jakby westchnienie ulgi o potem widzę 

jego, jak stoi nieruchomo, ubrany w jakieś 

ciemne podróżne zakurzone ubranie, z plecakiem. Był taki wysoki, wyższy jak 


47 Szerzej na kwestię konfliktów politycznych i społecznych patrz: M. Zaremba, Wielka 

trwoga. Polska 194401501947. Ludowa reakcja na kryzys, Kraków 2012. 


DZIENNICZEK NINY FAJANS 


zwykle. Rzuciła się do niego, upadłam przed nim na kolana, on chwycił mnie 

w objęcia, przytulił do siebie, zaczął uspokajać wołać: „mamusiu, mamusiu”, po 

policzkach jego ciekły łzy, a ja szlochałam i myślałam(?), że zemdleję. Obudziłam 

się płakałam. Żyję teraz podwójnem życiem, jednem – takim smutnem we dniu, 

i drugim wzruszającym kiedy obcuję z dziećmi– w nocy. 


Wczoraj wieczorem wydarzył się jeden nie bardzo przyjemny wypadek, o którym 

teraz nie chcę teraz jeszcze nie pisać. 

(P.I.) pantofle). 


24 czerwca I znów nie pisałam tak dawno. Trzeba będzie postanowić pisać choć 

krótko co dzień. Dziś jest Zielone Święta prawosławne Jana dla katolików. Imieniny 

panny Janki. Upiekłam jej torcik, przełożyłam truskawkami i bitąśmietaną. Pójdę 

o godzinie 3 ej do niej. Tak dawno już u niej nie byłam, ciągnęło mnie do niej 

cały czas, ale tak nie można, muszę przyzwyczajać się być samej. Poco będę zawracać 

głowy swoim znajomym sobą. 3 tygodnie już nie pisałam w dzienniczku. Brat 

obiecał jeszcze raz przyjechać i przywieść różne rzeczy, a tymczasem nie przyjeżdża 

i nie przysyła. Widocznie myśleli, że im się przydam, że będą mogli umieścić 

dzieci u mnie na stancji a tymczasem to się nie uda, bo nie mam mieszkania. Ja sama 

bardzo żałuję tego, bo było by mi bardzo wygodnie z nimi, miałabym utrzymanie 

i opał. Ale cóż ja zrobię, nawet, jeżeli by mieszkanie było na moje imię i to nie 

mogłabym nikogo wziąść 

bo wszystkie pokoje są zajęte i nie mam prawa odmawiać 

mieszkania. Ale nie chcę 

wogóle o tym myśleć; jeżeli dzieci nie powrócą, to postaram 

się wyjechać z Białegostoku, to moje najgorętsze życzenie. Co ja robiłam za 

ten czas? Pracowałam dużo na ogrodzie, przy domie i tam, przy misji, prawie 

wszystko opielam i wymoty(?) kazałam już, niedługo trzeba będzie motykować kartofle 

i kapustę drugi raz. Staram się pracą zagłuszać 

swój ból wewnętrzny, ale nie 

zawsze to pomaga. Prawie już 

nie ma m nadzieji, że dzieci. Już powracają ze strony 

angielsko-ameryk. a ich niema. A to słyszałam od niektórych osób bynajmniej mnie 

nie dodaje otuchy. Wojskowy, znajomy Irki Izatunów, który przyją 

mnie jej adres, 

powiedział, że gdzieś, gdzie on się zatrzymał w lutym, jakiś męszczyzna powiedział, 

że na własne oczy widział, jak Borysa rozstrzelali pod więzieniem. A ja tak 

głupio zrobiłam, że nawet nie spytałam adresu tego mieszkania; na drugi dzień 

chciałam dowiedzieć się co to był za męszczyzna, bo nazwiska on nie wiedział. Dalej, 

znajomy Irki Gabr. który niedawno powrócił z ang. strony, a był w więzieniu 

wtedy kiedy i dzieci były, opowiadał Irce, że on widział, jak wyprowadzali Marysię 

do samochodu w czarnem skórzanym(?) płaszczem i butach z cholewami i zatem 

buty kazali zdąć. Nie ni rozumiem, to koszmar jakiś. Wczoraj w gazecie przeczytałam, 

że w Gdańsku była fabryka mydła z tłuszczu ludzkiego, a Gabr. utrzymuje, że 

wtedy wywozili do Gdańska a Marysia taka tęga, o Boże, mogli ją wziąść na mydło. 

Chyba oszaleję, poco ja żyję. Pójdę jutro do Czerw. Krzyża choć nie mam nadzieji, 

ale poproszę o wczęcie poszukiwań. O Boże, Boże, jak ja będężyła bez 

nich? Chciałabym pojechać do Rosji, jeżeli oni nie powrócą. 


DOMINIK FLISIAK 


Tylko co chodziłam do ogrodu po buraczki i i zastałam tam pod drzewem kilku 

sowietów kolejarzy na majówce, pili wódkę, przeprosili mnie, że tutaj siedzą, z powrotem 

szłam i dałam im rzodkiewki na zakąskę, bardzo dziękowali i obiecali mnie 

węgla przynieść, pytali gdzie ja mieszkam i jak moje nazwisko. Czekałam, czy 

spełnią swoją obietnicę. Chciałabym, – nie dlatego, żeby mieć węgiel, chociaż mnie 

on bardzo jest potrzebny, ale dla tego żeby wierzyć ludziom. Sprzedałam karnisz 

pani Tryburskiej za 100 zł chciała u mnie jeszcze kupić stolik biały, który stoi 

u p. Danis, ale coś nie przychodzi. A pieniądze mnie bardzo są potrzebne. Jeszcze 

sprzedałam jeden zeszyt nut za 150 zł i jeszcze kilka pozostawiłam u jednej nauczy(

cielki?) muzyki może się uda sprzedać. A z drzewem taka rzecz: u mnie już 

prawie niema i raz wieczorem pan Izymb. mówi do mnie, że on widzi, że u mnie 

niema drzewa, a w składziku na górze leży moje drzewo, mogę jego wziąć. Bardzo 

się dziwię, bo o ile sobie przypominam, Borys już nie miał drzewa, ale zdaje się, że 

Trybur. jak przenieśli się 

do nas, z początku nie mieli drzewa i palili naszym, to 

może potym jak wyjeżdżali, zostawili dla mnie drzewo. W każdym razie bardzo to 

było na czasie i bardzo byłam wzruszona tym. Czytam teraz „Przeminęło z wiatrem” 

nareszcie dostałam tę książkę. Na pracy było troszkę nieporozumień, ale 


o tym napiszę drugi raz. 

29 czerwca Dzisiaj jest święto- Piotra i Pawła, leje deszcz, a mnie trzeba iść do 

Danowskich po nuty, potem chciałam wstąpić do p. Jagintowicz, też zabrać niektóre 

rzeczy, a pod wieczór do Janki; umówiłyśmy z nią iść do kościoła, ale nie wiem 

co z tego będzie. A jutro chciałam iść do Rokin(?), ale zdaje się, jeżeli będzie taka 

pogoda, to nic z tego nie będzie. 


Myślałam, że dużo napiszę a tymczasem pustki takie w głowie i w sercu. Zdaje 

sięże utworzył się już Nowy Rząd Jedności Narodowej, może już będzie lepiej48. 


26 lipca Coś nie pisze się teraz u mnie w dzienniczku. Pisałam ostatni raz 29 

czerwca, prawie miesiąc temu nazad. Za ten czas dużo można by było napisać. Była 

u mnie p. Dąbrowska 5 dni, bardzo chciała u mnie wogóle zostać, ale jakże, mogę 

ją wziąść do siebie, kiedy sama nie wiem gdzie będę? Oprócz tego jej głuchota na 

mnie nie dobrze działa. Odprowadziłam p. Dąbrowską i w następną sobotę poszłam 

pieszo do Bokin. Byłam tam w niedzielę i w poniedziałek powróciłam. Znów pieszo 

w deszczu. Rzeczy, które daliśmy na przechowanie okropnie są zniszczonezabrudzone. 

Zaproponowałam że odda(?) mnie- kupili lustro stół i krzesła, za łóżko 

już dostałam 1 kg. słoniny, a i za stół i krzesła mam dostać masła i mąki, ale kiedy 

to będzie- niewiadomo. Książki (których zostało bardzo mało), poduszki i ubranie 

męża prosiłam mnie przynieść. Obiecali, ale zdaje się to będzie „obiecankicacanki”. 

Dostałam zapomogę 300 zł z kolei, ale za to pensię wypłacili dopiero 


48 Tymczasowy Rząd Jedności Narodowej powołany został 

28 czerwca 1945 r. Skupiał on 

przedstawicieli m.in. Polskiej Partii Robotniczej, Polskiego Stronnictwa Ludowego oraz Polskiej 

Partii Socjalistycznej. Funkcjonował do lutego 1947 r. 


DZIENNICZEK NINY FAJANS 


wczoraj, zrobili listę płac, gdzie tam figurowałam. P. Dąbrowska sprzedała 1 zeszyt 

nut w Wilnie(?) i przysłała mnie 100 zł, ale mnie się zdaje, że ona wcale nie sprzedawała, 

a przysłała mnie od siebie. Jestem już drugi tydzień u P. Pandereckiej i nocuję 

u niej, p. Krysia pojechała do Zbyszka do Sopotu z p. Pazd nieprzyjemnie spać 

w takiem rozwalonym doku. Jestem jak na letnisku, siedzę sobie po pracy na balkonie 

z książką w ręku, mam dobre obiady, a swoje produkty, najgłówniej cukier, 

tłuszcz i drzewo zachowam na następny miesiąc. Sąsiad jej p. Podbiet(?), który jest 

komornikiem teraz, ma dla mnie jakieś wieczorowe zajęcia, nie dużo tego będzie-

2 razy na tydzień praca biurowa, ale może dostanę jakieś 150– 200 zł. I to dobre, 

trzeba będzie szyby wstawić w zimowe ramy i coś na nogi obmyślić, poprawić 

deszczówkę i kupić pafucie (?), pieniądze się przydadzą. W poniedziałek pójdę 

pierwszy raz do niego. W ogrodzie już miałam 3 kalafiory, jeden przyniosłam 


p. Pazd. Jeden sama zjadłam przedtym i trzeci odniosłam dla Janki. Dużo jest już 

fasoli, głównie kapusty, na pewno już kartofle. Jutro być może przyjedzie siostra 

p. Pazder i ja już pójdę do swojego pokoju. Dobrze mnie tutaj, ale ból mój wszystko 

jedno mnie nie opuszcza i muszę być sama. Niema i niema nie od moich dzieci, one 

nie żyją, już jestem prawie pewna tego. P. Białow. dostała niedawno depeszę od 

córki, jest w Szwajcarji, jeżeli by moje dzieci żyły, już napewno by mnie dały znać 

o sobie. 

P. Aleksander urządził się w Wrocławiu, Janka w jesieni tam pojedzie, myślę, że 

mnie przydzie zimować w Białymstoku, potym, jeżeli dzieci w ciągu zimy nie powrócą, 

postaram się pojechać tam też. Może p. Aleks który będzie zajmował kierownicze 

stanowisko w fabryce jedwabiu urządzi mnie u siebie, da jakieś zajęcie. 

Najwięcej chciałabym pracować albo przy jakimś majątku, zarządzać ogrodem, albo 

w bibljotece. 

28 lipca Wczoraj była rocznica wkroczenia sow. wojsk do B-stoku. Czytałam 

swój dziennik z zeszłego roku, co ja pisałam wtedy i co przeżywałam. Przeżywaliśmy 

wtedy odstępowanie niemieckich wojsk, byliśmy w przededniu frontu. Przypominam 

sobie tak wszystko bardzo dokładnie. Wczoraj tutaj była wielka uroczystość, 

Janka poszła do kościoła, bo mówi, że dla niej ten dzień dużo oznaczał, bo 

był dniem oswobodzenia jak Maryli. A ja wcale nie mam radości w sercu chociaż 

powinnam bym była się cieszyćże nareszcie już nie będzie niemców. Ale myślę, że 

dzieci moje nie żyją, bo jednak ze strony amer.-ang. przychodzą ludzie, a ich niema 

i żadnej wiadomości nie mam. Jeżeli by oni byli żywi, nie może być, żeby nie dali 

znać o sobie. Widocznie, ich już nie ma na tym świecie. O Boże, jak ciężko, jak 

ciężko, jak nie chce mi siężyć. 


2 VIII 45 Jestem znów już od dwóch dni u siebie, bo przyjechała siostra p. Pandereckiej. 

Dziś w nocy przyśnił mi się sen i z początku dzieci, nie byłe jeszcze nie 

duże i Marysia niosła na ręku małe dziecko, które też było moje, a ja mówiłam, żeby 

nie upuściła na ziemię, bo za prędko idzie. Potym było jakieś duże mieszkanie, 

dużo ludzi, znów jakby moje dzieci jeszcze maleńkie i tańczyły wciąż i potym rap



DOMINIK FLISIAK 


tem drzwi się otworzyły, wszedł mąż, w czarnym surducie, w berecie, pastorkiem(?), 

bardzo wysoki wychudły, z zapadniętymi policzkami. Szedł prosto do 

mnie i wołał „Nino, Nino”, wszyscy się rozstąpili, zrobiła się wielka cisza, a ja 

upadałam przed nim na kolana i zawołałam: „zabierz mnie, zabierz prędzej stąd”. 

Obudziłam się, i pomyślałam, że już napewno nikogo, nie ma tutaj, na tej ziemi, że 

czuwają na mnie tam, och żeby prędzej iść do nich. 


DZIENNICZEK NINY FAJANS 


Abstract 


DIARY OF NINA FAJANS. UNKNOWN SOURCE FOR RESEARCH ON 

AND THE BARBICAN MISSION AND THE FATE OF THE NEOPHYTES 

DURING WORLD WAR II 



In the interwar Poland, members of the Barbican Mission to the Jews operated in 

the multinational and multi-religious Bialystok. The organization was associated 

with the Anglican Church. Her activity was to spread Christianity among Judaism. 


The head of the Barbican Mission to the Jews operating in Poland was pastor 

Piotr Gorodiszcz. One of his closest collaborators was Jozef Fajans, whose wife 

Nina was Orthodox. She was the only representative of the mission that survived 

the extermination of Jews by the Germans. The persecution did not bypass the 

neophytes because, according to Nazi Germans racism, the Jews were also Jews 

who had left Judaism. During World War II Nina Fajans lost all her family and 

friends. 


The cards of her memories one can see the fading hope that her loved ones have 

escaped death and will soon see them. Over time, it is that she is dead and she has 

to reconcile with her and find her in the new situation. In the diary you can find 

a clear aversion to the Germans and chauvinism among the people with whom they 

contacted. An interesting element of memories is the analysis of human attitudes, 

relationships, mutual affection and antipathy. After World War II Nina left 

Bialystok and came to Wroclaw. The departure was related to the fact that she did 

not want to live in the town where her dead family lived. In Wroclaw, she 

cooperated with Methodists. She died in 1970. 


Keywords: Nina Fajans, memories, barbican, Holocaust, Wroclaw 


Abstrakt 



DZIENNICZEK NINY FAJANS. NIEZNANE ŹRÓDŁO DO BADAŃ 

NAD MISJĄBARBIKAŃSKĄ I LOSEM NEOFITÓW 

W TRAKCIE II WOJNY ŚWIATOWEJ 



W okresie międzywojennej Polski w wielonarodowym i wieloreligijnym Białymstoku 

działali członkowie Misji Barbikańskiej. Organizacja związana była 

z Kościołem anglikańskim. Jej działalność polegała na szerzeniu chrześcijaństwa 

wśród wyznawców judaizmu. 


Szefem działających w Polsce barbikanów był pastor Piotr Gorodiszcz. Jednym 

z jego najbliższych współpracowników był Józef Fajans, którego żona Nina wyznawała 

prawosławie. Była jedyną przedstawicielką 

misji, która przeżyła dokonaną 

przez Niemców zagładęŻydów. Prześladowania nie ominęły neofitów, ponieważ 



DOMINIK FLISIAK 


w myśl hitlerowskiego rasizmu, Żydami byli także, ci, którzy odeszli od judaizmu. 

W czasie II wojny światowej Nina Fajans straciła całą swoja rodzinę i przyjaciół. 


Na kartach jej wspomnień można dostrzec gasnącą nadzieję, że jej najbliżsi 

uniknęli śmierci i wkrótce się 

z nimi zobaczy. Wraz z upływem czasu dociera do 

niej to, że oni nie żyją, a ona musi się z tym pogodzić i odnaleźć w nowej sytuacji. 

W pamiętniku można znaleźć zrozumiałą niechęć do Niemców i przejawów szowinizmu 

wśród osób, z którymi się kontaktowała. Ciekawym elementem wspomnień 

jest analiza postaw ludzkich, relacji, wzajemnych sympatii i antypatii. Po zakończeniu 

II wojny światowej Nina opuściła Białystok i trafiła do Wrocławia. Wyjazd 

był związany z tym, że nie chciała dłużej mieszkać w mieście, gdzie żyła jej zmarła 

rodzina. W Wrocławiu nawiązała współpracę z metodystami. Zmarła w 1970 r. 


Słowa kluczowe: Nina Fajans, wspomnienia, barbikanie, Holocaust, Wrocław 


DZIENNICZEK NINY FAJANS 


Bibliografia 


Źródła drukowane: 


Łoza Stanisław, Czy wiesz, kto to jest?, Warszawa: Wydawnictwo Głównej Księgarni 

Wojskowej, 1938. 


Piotr Gorodiszcz, Christ and the Jews. A review of the work for propagation of the 

Gospel amongst the Jews under thee superintendence of rev. P. Gorodishz from the 

1 October 1921 till the 1 May 1923, Równo, brak danych związanych z wydawnictwem, 

1923. 


Statut Chrześcijańskiego Towarzystwa Opieki nad Nawróconymi Izraelitami „Samarytanin”, 

Białystok, brak danych związanych z wydawnictwem, 1935. 


Prasa: 


„Dwa Światy” – 1937, 1938, 1939 

„Jutrzenka Białostocka” – 1939 

„Pielgrzym Polski” – 1962, 1963 


Opracowania: 


Alabrudzińska Elżbieta, Misje Chrześcijańskie wśród Żydów w Polsce 1918–1939, 

„Studia Judaica” 5: 2002 nr 2 (10)- 6: 2003 nr 1 (11), Księgarnia Akademicka – 

Wydawnictwo Naukowe. 


Alabrudzińska Elżbieta, Protestantyzm w Polsce w latach 1918–1939, Toruń: Wydawnictwo 

Adam Marszałek, 2004. 


Brzoza Czesław, Andrzej Leon Sowa, Historia Polski 1918–1945, Kraków: Wydawnictwo 

Literackie, 2006. 


Lechowski Andrzej, Białystok. Przewodnik historyczny, Białystok: Benkowski Publishing, 

2009. 


Mark Bernard, Ruch oporu w getcie białostockim, Samoobrona, zagłada, powstanie, 

Warszawa: Żydowski Instytut Historyczny, 1952. 


Marrus Michael R., Holocaust – historiografia, tłum. z języka angielskiego Agata 

Tomaszewska, Warszawa: Wiedza Powszechna, 1993 


Oniszczuk Jan, Wiśniewski Tomasz, Białystok między wojnami. Opowieść o życiu 

miasta 1918–1939, Łódź: Księży Młyn Dom Wydawniczy Michał Koliński, 2011. 


Pismo Święte Nowego Testamentu, tłum. z języka greckiego Seweryn Kowalski, 

Warszawa: Instytut Wydawniczy PAX, 1974. 


W poszukiwaniu religii doskonałej? Konwersja a Żydzi, pod red. Agnieszki Jagodzińskiej, 

Wrocław: Wydawnictwo Uniwersytetu Wrocławskiego, 2012. 


Wiśniewski Tomasz, Bóżnice Białostocczyzny. Żydzi w Europie Wschodniej do roku 

1939, Białystok: „David”, 1992. 


DOMINIK FLISIAK 


Wiśniewski Tomasz, Misja Barbikańska w Białymstoku. Inwentarz materiałów. 

Cześć I, „Zeszyty Naukowe Filii Uniwersytetu Warszawskiego w Białymstoku”, 

tom 12, zeszyt 66, Humanistyka, Dział H, Prace Historyczne, Sekcja Wydawnicza 

Filii UW. 


Wiśniewski Tomasz, Nawracanie Żydów na ziemiach polskich. Misja Barbikańska 

w Białymstoku, Łódź: Księży Młyn Dom Wydawniczy Michał Koliński, 2013. 


Zieliński Tadeusz, Protestantyzm ewangelikalny. Studium specyfiki religijnej, Katowice: 

Wydawnictwo CLC; Wydawnictwo Credo, 2014. 


Zieliński Tadeusz, Schyłek istnienia Misji Barbikańskiej w Białymstoku na tle dziejów 

brytyjskich misji wśród Żydów na ziemiach polskich, „Myśl Protestancka”, 

2004, nr 1/2 (29-30), Fundacja Kultury Chrześcijańskiej. 



Left to right: Mrs Chik of China; Father Thoma of Syrian Orthodox Church; Rev. I. Luka of Cairo; Dr Wei of China; Archbishop Seraphim; Archpriest Janson of Latvia; Archbishop Stephan of Sofia; Bishop Isariah of India; Mr Manuda; Rev. Gorodiszcz of Poland.
First World Conference on Faith and Order, Lausanne 1927.

http://archives.wcc-coe.org/Query/detail.aspx?ID=81766


Miss Caldwell (the Bishop's niece), Bishop Heard of the African M. E. Church, Rev. Piotr Gorodiszcz at the World Conference on Faith and Order, Edinburgh, 1937.

2020-01-24 10:58:36 history
Przesuń suwak