Strona wykorzystuje COOKIES w celach statystycznych, bezpieczeństwa oraz prawidłowego działania serwisu.
Jeśli nie wyrażasz na to zgody, wyłącz obsługę cookies w ustawieniach Twojej przeglądarki.

Zgadzam się Więcej informacji

Jasionówka - zostań koordynatorem tej miejscowości - jewishbialystok@gmail.com

Jasionówka - pogromy
28 VI 1941
Po wkroczeniu Niemców do Jasionówki rozpoczęły się pogromy, plądrowanie  i palenie domów. Przeciwstawiał się temu ks. Cyprian Łozowski. Na zdjęciu widoczny dym palonych domów. Żydzi byli gromadzeni na placu przy kościele (zdjęcia G. Gronefelda). Kolejny pogrom miał miejsce w lipcu. Ostatecznie Żydzi zostali wywiezieni z Jasionówki w styczniu 1943 roku i straceni w Treblince. (jk)


 

Karta 71, 2012

Pogrom w Jasionówce (40 kilometrów na północ od Białegostoku) został przedstawiony między innymi przez dwoje świadków po obu jego stronach. Pesia Szuster-Rozenblum, żyjąca w żydowskiej społeczności miasteczka, złożyła swoją relację tuż po wojnie. Gerhard Gronefeld, 30-letni wówczas niemiecki korespondent wojenny, trafił tam ze swoim oddzia¬łem – fotografował niektóre wydarzenia pogromu. Zdjęcia, które przedstawiamy, ilustrują końcowy fragment relacji tekstowej. 28 czerwca 1941 Niemcy podpalili żydowską część Jasionówki, dając zarazem pozwolenie miejscowej ludności na antysemickie wystąpienia. Fotografie pokazują oddział niemiecki, Polaków wspierających akcję przeciw Żydom i dużą część społeczności Żydów, zgromadzonych pod murem kościoła i czekających na prawdo¬podobny niemiecki wyrok śmierci. (Red.)
Pogrom w Jasionówce (40 kilometrów na północ od Białegostoku) został przedstawiony między innymi przez dwoje świadków po obu jego stronach. Pesia Szuster-Rozenblum, żyjąca w żydowskiej społeczności miasteczka, złożyła swoją relację tuż po wojnie. Gerhard Gronefeld, 30-letni wówczas niemiecki korespondent wojenny, trafił tam ze swoim oddzia¬łem – fotografował niektóre wydarzenia pogromu. Zdjęcia, które przedstawiamy, ilustrują końcowy fragment relacji tekstowej. 28 czerwca 1941 Niemcy podpalili żydowską część Jasionówki, dając zarazem pozwolenie miejscowej ludności na antysemickie wystąpienia. Fotografie pokazują oddział niemiecki, Polaków wspierających akcję przeciw Żydom i dużą część społeczności Żydów, zgromadzonych pod murem kościoła i czekających na prawdo¬podobny niemiecki wyrok śmierci. (Red.)Pesia Szuster-Rozenblum: W mieście smutek. Od czasu do czasu pojawiają się małe oddziały Armii Czerwonej, które próbują uspokajać, że Niemcy do nas nie dojdą, ponieważ zostaną powstrzymani. Wszystkich ogarnia niepokój na widok bałaganu panującego w Armii Czerwonej. Daje się zauważyć ich rozprężenie, armia się cofa, nie wie, co ma robić. [...] Nastrój był przy¬gnębiający, poczerniałe, zgorzkniałe twarze. Z dnia na dzień sytuacja stawała się coraz cięższa, armia niemiecka posuwała się naprzód. Z rzadka przejeżdżały pojedyncze samo¬chody sowieckie, które faktycznie nie miały dokąd się udać, ponieważ armia sowiecka była już otoczona ze wszystkich stron. Odwaga opuściła nas wszystkich, bez wyjątku. Żydowską słabość poczuły wkrót¬ce zdeprawowane elementy z polskiego społeczeństwa. Nawet nie czekali na wkrocze¬nie Niemców, ale jak na hasło zjeżdżali się z wiosek, śmiało zachodzili do żydowskich domów i zabierali, co się dało; czego się wziąć nie dało, niszczyli na miejscu. Wkrót¬ce poczuli, że mają duże poparcie, Niemcy bowiem na to pozwalali i tolerowali to. Ma się rozumieć, że czynili to tylko Polacy o podłym charakterze, miasteczkowi robotni¬cy sprzeciwiali się temu i przepędzili hołotę z miasta. Jednym z najgłośniej sprzeciwia¬jących się był ksiądz [Cyprian] Łozowski. Wołał, pouczał i nie pozwalał im tak czynić, ale nie udało mu się zapobiec dalszym rabunkom. Trwało to kilka dni, sami Żydzi wyczekiwali już, żeby przyszli Niemcy, [którzy] nie będą na to pozwalać. Tak naprawdę bano się armii niemieckiej i nie miano złudzeń, ale byliśmy w nieszczęśliwym położeniu. Wprost nie dawało się żyć. Nasze nieszcz꬜cie nikogo nie obchodziło, ale nie mogliśmy nic uczynić, by poprawić nasze położenie, 73 nie mogli pomóc też ci, którzy uciekli z Armią Czerwoną; część z nich zawróciła, nie ma¬jąc dokąd uciec. Jak bowiem może powieść się pójście pieszo lub nawet jazda samocho¬dem, kiedy Niemcy prą niezwyciężeni, z samolotami, niszcząc wszystko, co spotkają? [...]Znużeni ludzie osłabli, z niepokojem, milcząc, spoglądali na ulicę – w mieście pano¬wała cisza jak przed wielką burzą. Tydzień ciągnął się niczym lata, oby już minął, ciężko wytrzymać w oczekiwaniu, raczej niech już się stanie, nerwy były zbyt napięte.I oto głośny hałas samochodów, którego od kilku dni nie było słychać, niemiec¬kie samoloty opadają całkiem nisko, krążąc nad miastem, nie spiesząc się, z wiel¬ką dumą. Nadciąga [niemiecka] armia, naprzeciw wychodzą Polki z bukietami kwia¬tów w rękach, ciesząc się z gości, którzy uwolnili ich [Polaków] z takich „kłopotów”. Niemcy są w stosunku do nich bardzo przyjaźni. Przyjmują kwiaty i zaraz zaczyna¬ją pytać, czy są tu Żydzi i jak się zachowywali wcześniej w stosunku do społeczeń¬stwa polskiego. W krótkim czasie pojawili się bezczelni chłopi, którzy skarżyli się na Żydów. Niem¬cy bardzo się z tego ucieszyli i obiecują im zabawienie się z Żydami. Dla nich jest to najzwyklejsza rzecz, to jest już procedura, która towarzyszy wejściu do żydowskie¬go miasteczka. W niedługim czasie zostają wybite szyby w bejt midraszu [domu na¬uki]. Widać było uciekających Żydów z zakrwawionymi głowami, zrobiło się okrop¬ne zamieszanie. [...] Niemcy to strach i śmierć! To całe zło! Tego nikt wcześniej nie rozumiał, czy to naprawdę nasze ostatnie chwile? Małe żydowskie miasteczko w piątek, gdzie jego urok? Czego chcą od nas ci, którzy gnębią żydowskich mieszkańców i chcą wszystko znisz-czyć? [...] Nie wstydzą się czynić takich przerażających rzeczy nieuzbrojonym mężczy¬znom, słabym kobietom i małym dzieciom? Nie ma wśród nich nikogo, kto by to skry¬tykował, niestety, wszyscy idą pijani zwycięstwem, nikt nie stanie na drodze. Wszyscy, którzy czują się słabi, wycofują się, szukają kryjówki. Przeklęty piątek nocą, każda żydowska rodzina cały czas szuka sposobu ucieczki, jeszcze wszyscy są cali, ale gdzie [uciekać]? Nikt nie wyciąga pomocnej dłoni. Żydzi patrzą przez zasłonięte okna, jak Polacy poruszają się swobodnie. Nikogo się nie boją, przeciwnie – chodzą z Niemcami, są z nimi zaprzyjaźnieni. Pomagają im, w czym tylko mogą. Trzeba poznać, jak wiele potrafią. Pokazać, gdzie mieszkają Żydzi, kto jest bo¬gaty, kto jest robotnikiem, a kto komunistą – tak decydują o losie każdego. Bezsenna noc. Nikt nie martwi się, że trzeba pozostawić mieszkanie, całe gospodarstwo, na któ¬re harowało się przez całe życie, przez pokolenia. Ludzie opuszczają domy, część ucie¬ka na pola, w zboże. Może tam będzie dobre schronienie?Ludzie nie śpią, wdrapują się na strychy, schodzą do piwnic, ponieważ wydaje się, że tu nie będą szukać. Każdy przysłuchuje się hałasowi na ulicach. Niemcy głośno wpro¬wadzają swoje porządki. Ludność cywilna siedzi w domach. Jest stan wyjątkowy. Żydzi pozbawieni domów tulą się do zimnej ziemi, by znaleźć miejsce, gdzie się skryć. Jak strasznie jest patrzeć na męczące się razem z rodzicami małe dzieci, małe, nieszczę¬sne stworzenia. Nie wiedzą, za co spotyka je taka kara, ale noc jest pocieszeniem. Jest ciemno. Niemcy boją się zachodzić w każdy zakamarek, wiedzą, że zdążą, i tak nikt im nie ucieknie. [...]Gdzieniegdzie widać przerażone twarze Żydów, wkrótce pojawia się armia, wyciąga z bejt midraszu na ulicę zwoje Tory, których nie zdołano ukryć, wraz z miasteczkowy¬mi pomocnikami oblewają je benzyną i śmiejąc się, czekają, aż spłoną. Kiedy skończo¬no demolować bejt midrasz, zaczęto otwierać żydowskie domy i wołać Polaków, aby bra¬li sobie z nich, co tylko chcą. Rzeczy najbardziej wartościowe zabierają sami Niemcy. Pozostałe rzeczy wyciągają chłopi, dla nich rozpoczyna się szczęśliwy okres – Niemcy Lato 1941
74mają rację, Żydzi naprawdę posiadają wiele bogactw i dóbr, a to wszystko można prze¬jąć tak łatwo i szybko [...].Żydzi siedzą w kryjówkach, patrząc na to płonącym wzrokiem. Nie żałują tych wszyst¬kich rzeczy, myślą tylko o ratowaniu życia, samo rabowanie można jakoś przeżyć. Zare¬agował na to wszystko bardzo silnie ksiądz Łozowski. Tam, gdzie nie było Niemców, bił ich [Polaków] kijami, a widząc, że żadne mowy i napomnienia nie pomagają, zagroził im piekłem, jeśli nadal będą czynić taką niesprawiedliwość. To na nic. Tak wiele rzeczy, których nie zdobyliby, pracując, aż się prosi, aby brać.Wszyscy są pracowici, ludzie ciągną bety z łóżek, pranie, odzież, futra, wywożą fu¬rami meble, nowe maszyny, rowery, zegary, naczynia, nigdy jeszcze w mieście nie było takiego jarmarku. Nie ma tu rzeczy, których by nie potrzebowali, nie ma sposobu, by ich powstrzymać. Esesmani w jaskrawobrązowych mundurach podkasali rękawy, na twa¬rzach malowała się radość z wielkiego sukcesu. Szukając nowych rozrywek, zaczęli szu¬kać żydowskich domów i kryjówek Żydów. Ich dobra zostaną już przyniesione bez nich. Z tego względu biorą do pomocy młodych chłopaków, którzy najęli się do tego i mieli z tego wielką uciechę. Biegano po strychach i piwnicach. Widziano, jak prowadzą grup¬kę Żydów z przerażonymi oczami, którzy pytali, czego od nich chcą, czy to wszystko, co się tu dzieje, już nie wystarczy? [...]Wpadają do domu Abrama Rozenbluma, otwierają piwnicę, gdzie gromadzono kar¬tofle w workach – i wrzucają ich do środka. Chłopcy głośno się cieszą, że mogą drwić z szanowanych Żydów, takich mędrców: jak oni teraz wyglądają! Ależ mają z tego ucie¬chę, trudno by im było coś lepszego wymyślić. Niemcy zaś biegają niczym rozjuszone dzikie bawoły, ryczące i zaganiające jeszcze więcej Żydów, aby wypełnić piwnicę, na¬stępnie zamykają pokrywę wielkim kamieniem. W piwnicy jest okropnie ciasno, ludzie duszą się, leżą jedni na drugich. Panująca ciemność i odgłosy z mieszkania pogarsza¬ją dodatkowo nastrój. [...]Wkrótce przybył do piwnicy Niemiec i zameldował, że Żydzi winni oddać pieniądze, biżuterię i wszystkie wartościowe rzeczy, jakie tylko posiadają. Nastrój wśród Żydów na¬tychmiast się poprawia – a niech sobie biorą te wszystkie rzeczy, niech tylko pozostawią przy życiu. Każdy, kto ma cokolwiek, przynosi to do Niemca, który przyjmuje wszystko bardzo chętnie, mówiąc, że on jeszcze przeszuka, i już mając wszystko przy sobie, wy¬strzeliwuje serię z automatu. Odchodzi i ponownie zamyka piwnicę kamieniem. W piw¬nicy zapanowała straszna panika, słychać jęki konających, ostatnie minuty ludzkiego życia. Wtedy kobieta, która zdążyła się ukryć i widziała, jak wpędzano Żydów do piw¬nicy, zobaczywszy, że Niemcy odeszli, wybiegła, zdjęła kamień i uwolniła uwięzionych. Z piwnicy nie wyszło pięć osób, zostali zastrzeleni [...].Tymczasem na kolejnych ulicach ludzie dowiedzieli się, co się stało w piwnicy, i wy¬buchła tam panika, chciano uciekać z miasteczka. Spostrzegli to Niemcy i zabronili, za¬częli łapać Żydów i prowadzić na rynek, pod mury kościelne. Rozpoczęło się polowanie. W tym samym czasie [Niemcy] podpalili miasteczko. Na kilku ulicach zaraz pojawił się ogień. Cały rynek stanął w płomieniach. Esesmani biegali po polach. Chrześcijanie po¬magali im, biegali z wielkimi kijami w dłoniach, łapiąc każdego, kogo zauważyli, bez wy¬jątku. Jeśli ktoś nie był im posłuszny, zabijali go, bijąc kijami. W ten sposób zabito Żyda Mosze Bernarda. Chłop ze wsi Romejki, Gil, wyciągnął z kościoła rodzinę. Jeśli ktoś nie chciał iść, był rozstrzeliwany na miejscu. Został tak zastrzelony Herszel Rozenblat, po¬nad 70-letni starzec, bardzo wartościowy człowiek, i Mule Starowolski, który był wtedy chory i nie mógł chodzić. Także przez chłopa został zabity w okrutny sposób Meir Jona Cimer ze swoją żoną. Najpierw połamano im ręce, a potem wrzucono w ogień. Wieśniak 
Jasionówka
75Kubik ze wsi Jasionóweczka zarżnął nożem kobietę Seforę Azę. Niemcy postrzelili Beha¬riela Podpilskiego i wrzucili go do ognia, kiedy modlił się ubrany w talit [tałes] i tefi¬lin. Wielu Żydów miało równie straszną śmierć.Następnego dnia po zajściach naliczono ponad 70 zamordowanych. W piwnicy stało się po kostki we krwi, wszystkich pozostałych Żydów trzymano długi czas pod kościołem, kiedy palono miasto. Niemcy stali naprzeciw nich z bronią maszynową, a chrześcijanie z grubymi kijami, wszyscy wiedzieli, że ci ludzie umrą. Nikt jednak nie wiedział, jaką śmiercią. W tym czasie przez miasto przejeżdżały taksówki z Niemcami, część z nich za¬trzymała się, pytali, dlaczego trzyma się tu tych ludzi. Odpowiedzią było, że to oni pod¬palili miasto. Tak jakby Żydzi chcieli, by ich bić, rabować, a teraz nawet zabić. Część ma¬tek podeszła do Niemców, prosząc, by chociaż dzieciom darowano życie, potem padły na kolana i prosiły chociaż o szklankę wody dla dzieci. Niemcy zaś robili zdjęcia w najróż¬niejszych pozach. Jeden z Żydów usłyszał, jak do Niemca podszedł chłop Kolaska i prosił, by zastrzelono chociaż stu Żydów. Niemiec odparł, że nie ma na to pozwolenia – kiedyś zastrzeli się wszystkich, ale na razie trzeba czekać. Wtedy prosił go, by zastrzelić cho¬ciaż dziesięciu. Na to powinno być pozwolenie, on podejmie się przeprowadzić to sam. Ale nie łamie się prawa, nie strzela się bez rozkazu. Chłopi przeklinali Żydów i wyzywali ich najgorszymi słowami, w żadnym nie obudziło się uczucie litości.Było coraz goręcej, płomienie coraz bardziej się zbliżały i coraz trudniej było od¬dychać, naprawdę trzeba [było] choć szklanki wody, dzieci zaczynały omdlewać, kilka już godzin ludzie męczyli się, czekając na śmierć. Na bruku leżała mała dziewczynka, nikt nie wiedział, martwa czy nie – i czyje to jest dziecko, widocznie nikogo z Ja¬sionówki, nikt jej nie podnosił. Ludzie byli pewni, że wkrótce wszyscy będą tak le¬żeć, zastanawiano się tylko, kto zostanie zastrzelony, kto zamordowany, a kto żyw¬cem wrzucony w ogień. Matki płakały, widząc, jak dzieci się męczą, część modliła się czym prędzej. Nadjechał wtedy samochodem Niemiec, który powinien wydać wyrok, do niego pod¬biegają organizatorzy tej straszliwej gry. Żydzi słyszą, jak odpowiada – dlaczego mie¬liby mieć taką łatwą śmierć, to zbyt piękne, zbyt łatwe. Żydzi mogą się jeszcze pomę¬czyć, dlatego powinni jeszcze żyć, zabić ich zawsze zdążymy. Następnie zwraca się do Żydów, mówiąc, że chociaż podpalili miasto, tym razem [Niemcy] darują im, ale jeśli to się powtórzy, wszyscy umrą. Potem każe iść do domów. Tylko gdzie pójść? Mija doba, która ciągnie się jak wieki, niektórzy nie mają już domów, inni zastają puste ściany, nie ma łóżek, nie ma poduszek, nie ma nawet talerzy, ani odrobiny jedzenia, a co się stało z tą częścią ludności, która uciekła na pola, do wsi? Część z nich przenocowała u zna¬jomych chłopów w budynkach gospodarczych, wielu jednak musiało nocować pod go¬łym niebem.Postępowanie Niemców stało się przykładem dla bandy wyrostków, która po wsiach i polach szukała Żydów wszędzie tam, gdzie, jak przypuszczali, mogą oni być. Biada temu, kto wpadł w ich ręce. Złapali i mocno bili Jankiela Szustera, który stracił przy¬tomność, kiedy przyniesiono go do miasta, był to krwawiący kawałek ciała. Zbierają [wyrostki] grupę kobiet i dzieci, i prowadzą je na śmierć. Nadjeżdżają Niemcy i każą je zwolnić.Ten świąteczny dzień nigdy nie zostanie zapomniany przez tę garstkę, która pozo¬stała przy życiu. Wieczorem się ochłodziło, spadł deszcz, jak gdyby niebo płakało nad żydowskim losem.Pesia Szuster-RozenblumZa: Wokół Jedwabnego. Dokumenty. Tom II, red. Paweł Machcewicz i Krzysztof Persak, Warszawa 2002. Relacja w zbiorach archiwum ŻIH, 1274, k. 1–21, tłumaczyli z jidysz Marcin Urynowicz, Sylwia Szymańska.


Karta71, 2012

Summer 1941, Jasionowka

 The pogrom in Jasionowka (Yasyonovka) (40 km north ofBialystok) has been presented, inter alia, by two witnesses on both sides ofit. Pesia (Pesya) Szuster (Shuster) Rozenblum, living in the Jewish communityof the town made her report shortly after the war. Gerhard Groenfeld, at thattime a 30-year old German war correspondent ended up there with his unit –hephotographed some of the pogrom events. The photos we present illustrate thefinal fragment of the text account. On June 28, 1941 Germans set fire to theJewish part of Jasionowka, while allowing the local population to takeanti-Semitic demonstrations.(Red.)

Pesia Szuster –Rozenblum :

There is sadness in the town. From time to time, smalltroops of Red Army appear trying to reassure that the Germans will not gethere, as they will be stopped. Everyone is concerned about the mess in the RedArmy. Their disorder is noticeable, the army is retreating not knowing what todo.(…) The mood was depressing, blackened, bitter faces. From day to day thesituation was deteriorating more and more. Germans advanced. Single Soviet carspassed by rarely, having nowhere to go actually, as the Soviet army was alreadysurrounded on all sides. Courage has left us all, with no exception.

Jewish weakness was soon felt by the depraved elementsof Polish society. They didn’t even wait for the arrival of the Germans, but asif on cue, they came from villages, boldly approached the Jewish houses takingwhat they could; what could not be taken, they destroyed on the spot. Soon theyfelt they had a lot of support and permission from the Germans. It is to beunderstood that this was done only by the Poles of a vile character. Townworkers they opposed it and drove the rabble out of town. One of the loudestopponents there was priest (Cyprian-Tsipryan) Lozowski (Lozovsky). He criedout, lectured, wouldn’t let them do that, but he failed to prevent furtherrobberies.

It lasted for several days, the Jews themselves werealready waiting for the Germans (who) will not allow it. In fact the Germanarmy was feared and no illusions were called, but we were in an unfortunateposition. It was simply impossible to live. Nobody cared about our misfortune,we could do nothing to improve our situation, also those who fled with the RedArmy could not help; some of them turned back having nowhere to escape. For howcan walking, or even driving a car be successful while the Germans rushinvincible with planes, destroying everything they meet?(…)

The weary people weakened, they looked at the streetin silence with anxiety – the town was as silent as before a great storm. Theweek dragged on like years, let it be over, it’s hard to bear the waiting,rather let it be done, the nerves were too tense.

And suddenly a loud noise of cars, which has not beenheard for several days. German planes drop quite low, circling over the town,taking their time, with great pride. The German army is approaching, Polishwomen greet them with bouquets of flowers in their hands, rejoicing at theguests who have freed them (Poles) from such “troubles”. Germans are veryfriendly towards them. They accept flowers and immediately start asking ifthere are any Jews here and how they behaved earlier towards Polish society.

Soon impudent peasants appear with complaints aboutJews. Germans are very happy about it and promise them to have fun with theJews. For them it is the most ordinary thing, the procedure that accompaniesentering a Jewish town. Soon the windows of the Beth Midrash (the house ofstudy) are broken. One could see Jews escaping with blood on their heads, therewas a terrible commotion.(…)

Germans are fear and death! It’s all bad! Nobodyunderstood that before, is it really our last moment? A small Jewish shteteleon Friday, where is its charm? What do those who oppress the Jewish inhabitantsand destroy everything want from us?(…) They are not ashamed to do suchappalling  things to unarmed men, weakwomen and young children? There is no one among them to criticize it,unfortunately, they all go drunk with victory, no one will stand in the way.All those who feel weak withdraw looking for a hiding place. Cursed Fridaynight every Jewish family keeps looking for a way to escape, they are stillalive, but where(to run)? Nobody reaches out helping hand. The Jews watchthrough the shuttered windows as the Poles move freely. They are not afraid ofanyone, on the contrary – they walk with the Germans, they are friends withthem. They help them in whatever they can. One has to show how much one can do,to show where Jews live, who is rich, who is a worker and who is a communist –this is how they decide the fate of everyone. Sleepless night. Nobody worriesabout leaving the flat, the whole household, which one has worked hard for allhis life, for generations. People leave their homes, some flee to the fields,to the grain. Maybe there will be a good shelter there? People are awake, theyclimb into attics, go down to the basements, hoping not to be found. Everybodylistens to the noise in the streets. The Germans loudly introduce their orders.The civilians stay at home. There is a state of emergency. Homeless Jews huddlein the cold ground to find a place to hide. How terrible it is to watch littlechildren, little miserable creatures, tormenting together with their parents.They don’t know what they are punished for, but the night is comforting. It isdark. The Germans are afraid to go into every nook and cranny, they know theywill make it, and no one will escape them.(…)

The terrified faces of the Jews are visible here andthere, the army soon appears, pulls the Torah scrolls out of the Beth Midrashinto the street, which could not be hidden, together with the town helpers pourpetrol over them and, laughing, wait for the scrolls to burn. When the demolitionof the Beth Midrash was finished they started opening Jewish houses and callingPoles to take whatever they wanted from them. The most valuable things aretaken by Germans themselves. The peasants take out the rest, a happy periodbegins for them. Germans are right, the Jews do have a lot of riches and goods,and all this can be seized so easily and quickly.(…) The Jews sit in theirhideouts, staring at it with blazing eyes. They don’t regret all these things,they only think about saving lives, the robbery itself can be bearable somehow.Father Lozowski reacted to all this very strongly. Where there were no Germans,he beat them (Poles) with sticks, and seeing that no words or exhortationshelped, he threatened them with hell if they continued to do such injustice.It’s for nothing. So many things that they would never be able to earn, theyfollow the temptation, tirelessly pull the bedclothes from beds. Laundry, clothes,furs, furniture, new machines, bicycles, clocks, tableware are taken by carts,there has never been such a fair in the town. There is nothing here that theywouldn’t need, there is no way to stop them. SS men in bright brown uniformsrolled up their sleeves, their faces beamed with joy at great success. Lookingfor new entertainment they began searching for new Jewish homes and hidingplaces. Polish boys – helpers of the Germans gladly follow the orders of theirsuperiors. They were running through attics and cellars. Then they were seenleading a group of Jews with frightened eyes, who asked what they wanted fromthem, is that all, what’s going on here isn’t enough?

(…) They burst into Abram Rozenblum’s house, open thecellar where the potatoes were kept and rush the Jews in. The boys are full ofjoy at mocking respected Jews, such sages, what a show! It’s hard to come upwith something better. Germans, on the other hand, run like furious, wildbuffaloes, roaring and chasing more Jews to fill the basement. Then closing thelid with a large stone. It’s terribly cramped in there, people are suffocating,they’re  lying on top of each other. Theprevailing darkness and noises from the flat above make the mood even worse.Soon a German showed up in the basement commanding to hand him over money,jewelry and all the valuables they had. The mood among the Jews improvesimmediately – let them take all these things, as long as their lives are safe.They give all they have. The German accepts everything willingly adding that hewill still search, and then fires a burst from the machine. He leaves closingthe basement with the stone again. There was a terrible panic in the basement,moans of the dying were heard, the last minutes of human life. Then a woman,who managed to hide and saw Jews being driven into the basement, seeing thatthe Germans had gone, ran out, took the stone off and freed the prisoners. Fivepeople did not come out, they were shot (…). Meanwhile the news about thisincident has spread around the town. The panic broke out, they wanted to fleethe town. The Germans having noticed that wouldn’t let them. They startedcatching Jews and leading them to the market square, to the church walls. Thehunt has begun. At the same time (the Germans) set fire to the town. Fire hasspread across the streets. The entire square was on fire. SS men ran across thefields. Christians helped them, ran with huge sticks in their hands, catchingeveryone they noticed, without exception. If someone did not obey them, theykilled him by beating him with sticks. A Jew Moshe Bernard was killed in thisway. A peasant from the village of Romejki, Gil, pulled a family out of thechurch. If someone refused to go was shot on the spot. Herszel Rozenblat, anover 70 – year –old man, an exceptional man, and Mule Starowolski sick, notable to walk, were shot in this way.

Meir Jona Cimer and his wife were also cruelly killedby the peasant. First, their hands were broken and then they were thrown intothe fire. Peasant Kubik from the village of Jasionóweczka slaughtered the womanSefora Aza with a knife. The Germans shot Behariel Podpilski and threw him intothe fire, while he was praying dressed in talit (tales) and tefilin. Many Jewshad equally terrible death. The day after the incident over 70 killed peoplewere counted. The basement was ankle –deep in blood, all the remaining Jewswere kept for a long time outside the church while the town was burnt down. TheGermans stood in front of them with machine guns, and the Christians with thicksticks, all knew these people would die. But nobody knew what death it wouldbe. At that time taxis with Germans passed through the town, some of themstopped asking why these people were kept here. The answer was that they setthe town on fire. As if the Jews wanted to be beaten, robbed and now evenkilled. Some of the mothers approached the Germans, asking that at least thechildren be spared their lives, then fell to their knees and asked for a glassof water for the children. The Germans took photos in various poses. One of theJews noticed a peasant Kolaska approaching the German and asking for at least ahundred Jews to be shot. The German replied that he did not have a permissionto do so, one day they all will be shot, but for now one must wait. Then the peasantasked him to shoot at least ten. There should be permission for that, he’llundertake this task by himself. But one doesn’t break the law, one doesn’tshoot without a command. The peasants cursed the Jews and called them the worstnames, no sign of pity in any of them. It was getting hotter, the flames weregetting closer and it was difficult to breathe. Indeed, a glass of water wasbadly needed, the children began to faint, for several hours they had beentormented while waiting for death. There was a little girl lying on a pavement,nobody knew dead or alive, and whose child she was, most likely nobody’s fromJasionowka. Nobody picked her up. People were sure that soon they would all belying there, the only question was who would be shot, who murdered, and who’llend up alive in a fire. Mothers cried having seen the torments of  their children, some of them prayed. A Germanarrives by car which should pass the sentence, the organizers of this terriblegame run up to him. The Jews hear him answer – why would they have such an easydeath, it’s too good, too easy. Let them torment themselves more, we always cankill them. He then addresses the Jews, saying that although they set fire tothe town, this time (the Germans) will forgive them, but if it happens again,they will all die. Then he tells them to go home. But where to go? A daypasses, which lasts forever, some no longer have houses, others find emptywalls, no beds, no pillows, not even plates, not a bit of food, and whathappened to that part of the population that fled to the fields, to thecountryside? Some of them stayed overnight with peasants they knew inoutbuildings, but many had to spend the night in the open air. The behavior ofthe Germans sets an example for a gang of juveniles who searched the villagesand fields looking for Jews wherever they thought they might be.  Woe to those who fell into their hands. Theycaught and severely beat Jankiel Szuster, who had passed out when he wasbrought into town, it was a bleeding piece of flesh. They collect (juveniles) agroup of women and lead them to their deaths. The Germans arrive and they orderthe women to be released. This festive day will never be forgotten by thehandful left alive. In the evening it got colder, it rained, as if heaven werecrying over the Jewish fate.

PesiaSzuster-Rozenblum

 

Za: WokółJedwabnego. Dokumenty. Tom II, red. Paweł Machcewicz i Krzysztof Persak,Warszawa 2002. Relacja w zbiorach archiwum ŻIH, 1274, k. 1–21, tłumaczyli zjidysz Marcin Urynowicz, Sylwia Szymańska.

 

Following : Around Jedwabne. Documents. Volume II,edited by Paweł Machcewicz and Krzysztof Persak, Warszawa 2002. Report in thecollections of JHI archives, 1274, pp.1-21,

Translated from Yiddish by Marcin Urynowicz, Sylwia Szymańska.

From Polish by Joanna Czaban.

 

2020-10-17 06:19:02 history