Strona wykorzystuje COOKIES w celach statystycznych, bezpieczeństwa oraz prawidłowego działania serwisu.
Jeśli nie wyrażasz na to zgody, wyłącz obsługę cookies w ustawieniach Twojej przeglądarki.

Zgadzam się Więcej informacji

Ludzie

Szura Grinhojz-Turkow
1924 - 2020
uzupełnij jewishbialystok@gmail.com
udostępnij na FB
Szura Grinhojz-Turkow
1924-2020

Urodziłam się w Białymstoku, jak moja cała rodzina, matka pochodziła z bogatej rodziny Lewin, ojciec był aktorem.

Matka zakochała się w aktorze, rodzicom nie przypadło to do serca, uciekła z domu i poślubiła wybrańca. Rodzice nie mogli córce wybaczyć i nie przychodzili do nas długie lata. W domu zarobki były marne, ale dom był ciepły, Żydowski dom, ojciec był żydowskim aktorem, w domu rozmawiali po żydowsku, też po polsku i rosyjsku. Matka ukończyła rosyjskie gimnazjum, mówiła po rosyjsku ale ja z siostrą Lusią rozmawiałyśmy po polsku, a w domu po żydowsku. W domu lubili gotować, przyjmować gości, dużo gości, aktorzy którzy uciekli z miast okupowanych przez Niemców wszyscy mieli miejsce u nas, był to ciepły żydowski dom.

Białystok był żydowskim miastem. Był żydowski Teatr, żydowska codzienna gazeta "Di lecte najes" (Ostatnie wiadomości). Redaktorem był Pesach Kaplan. Był wspaniałym człowiekiem. Pamiętam go, bo był w kontakcie z ojcem. Było w Białymstoku 100 000 Żydów przed wojną (nieprawda, ok. 40 000). Gdy "Habima" przyjechała pierwszy raz na występy, ojciec grał z nimi , już wtedy znał hebrajski . W latach 40-41 przybyło do Białegostoku wielu muzyków z Niemiec. Ponieważ ojciec był aktorem, kręciłam się między nimi. Muzycy z Edi Roznerem na czele stworzyli orkiestrę jazzową. Miałam wówczas 16 lat i tam poznałam mojego przyszłego męża muzyka Erwina Woldfajlera, uciekiniera z Monachium, 14 lat starszego ode mnie. Zaproponował mi małżeństwo, co było szczęściem, bo gdy wybuchła wojna, orkiestra Rozner wyjechała do Rosji i to mnie uratowało.

Były okresy, gdy Rosjanie weszli do Białegostoku, po nich Niemcy i znów Rosjanie i wówczas został stworzony Żydowski Państwowy Teatr i ojciec z Teatrem pojechał na występy do Rosji, na Białoruś. Został tam i został przy życiu. Starsza siostra Lusia z matka zginęły w Białymstoku w obozie, podobno w Treblince.

Orkiestra Jazzowa Edi Roznera cieszyła się wielkim powodzeniem, więc było mi dobrze, objechaliśmy całą Rosję w wagonach, mieszkaliśmy w wagonach. Jedyna rzecz to tęsknota za rodziną. Ojciec wiedział, że żyję, ale ja nie wiedziałam o nim nic i też nie miałam pojęcia o tym nieszczęściu. Zostawiłam dużą rodzinę ze strony matki i ojca Grinhojza.

W Białymstoku był Żydowski Teatr stworzony w czasie wojny. Przybyli aktorzy uciekinierzy z Warszawy, jak Abraham Morewski. To on reżyserował pierwsze przedstawienie w Teatrze "Burze" Szekspira. Był to duży teatr. Aktorzy przyjeżdżali na gościnne występy z Warszawy i z zagranicy. W Białymstoku zawsze był Żydowski Teatr. Pewnego razu grałam z ojcem w sztuce Szaloma-Alejchema "Wielka wygrana" – (Cwej mol 100.000). Nie było kogoś, żeby zagrał najmłodszą córkę w sztuce, ojciec zaproponował mnie. Od dzieciństwa chciałam grać w Teatrze, nie byłam dobrą uczennicą. Przeznaczenie. Całą wojnę przeżyłam w Rosji. Do roku 42 nie prześladowano ludzi sztuki i było znośnie. Ale w 43 zaczęła się stalinowska nagonka na pisarzy, aktorów i to też spotkało orkiestrę Roznera. Wówczas duża część muzyków uciekła z Rosji do Lwowa, później dostali się do Polski nielegalnie.

Też ja nielegalnie. Gdy przybyłam do Polski, miałam już 3 letnie dziecko. Przybyliśmy do Krakowa, stamtąd za pomocą Komitetu Żydowskiego do Białegostoku. Nie wiedziałam co spotkam. Białystok był mocno zbombardowany, miasto było mocno zniszczone. W pamięci został widok, masa zamordowanych. Prawdopodobnie między nimi była też moja rodzina. Był jeszcze otwarty grób. Widzieliśmy, czego nie powinniśmy widzieć i to mi zostało do dzisiejszego dnia. Pamiętam, jak to wyglądało. To było straszne, pomnika jeszcze nie było. To znalazlam w Białymstoku - nic innego.

Był Komitet na ulicy Kupieckiej i tam spotkałam ojca przypadkowo. Trudno opisać to spotkanie. Kolosalne przeżycie dla mnie i też dla ojca. Ojciec mieszkał w Komitecie. Też nas tam urządzili - mnie z synkiem. Nie zostałam tam długo. Mąż wyjechał na Dolny Śląsk, do Wałbrzycha. Tam było dużo Żydów, był Komitet Żydowski, kółko dramatyczne, Żydzi zawsze mieli chęć tworzenia czegoś nowego, było to wielkie żydowskie centrum, dużo młodych ludzi. 2 lata mieszkaliśmy tam, byłam bardzo aktywna, nie wiedziałem jeszcze, że moja droga prowadzi do Teatru. Gdy we Wrocławiu powstał pierwszy Dolnośląski Teatr Żydowski, mąż będąc muzykiem otrzymał pracę i mieszkanie. Ja pewnego dnia otrzymałam telefon od Szefke Zaka, przyjaciela ojca z Białegostoku, prosil bym przyjechała do Wrocławia do Teatru. Otrzymalam rolę w sztuce Szalom-Alejchema "Wielka wygrana" i znów zagrałam tą samą córkę w sztuce. Teatr prowadził Itzchak Turkow, Szeftel Zak i Jakow Kurlender. Grałam duże role. W jednej ze sztuk grałam razem z Itzchakiem Turkowem. Powstał między nami wielki romans, graliśmy w sztuce zakochaną parę i tam zapłonęła wielka miłość, z czego powstała świetna para małżeńska ja już byłam rozwiedziona. Po pewnym czasie Teatr wrocławski połączył się z warszawskim Teatrem Idy Kamińskiej i wszyscy przejechali do Warszawy. Ja zajmowałam w Teatrze wysoką pozycję, grałam wiele głównych ról. W 1957 gdy koledzy wyjechali do Izraela wówczas postanowiłam wyjechać. Turkow jeszcze wcześniej, gdy teatr wyjechał na gościnne występy do Niemiec, uciekł do Izraela. Opuściłam Teatr ze wszystkimi sukcesami, świetnymi recenzjami w żydowskiej i polskiej prasie. Znana w Polsce, przyjechałam do Izraela z niczym, z 3-letnim synkiem Gerkiem. Miałam tu jakąś rodzinę, ale było trudno polegać na nich. Pierwszego roku, przepłakałam cały rok. Nie znałam języka, nie miałam pracy (nie znając języka, jak można grać). Pomalutku przyzwyczajamy się do wszystkiego. Nie miałam gdzie mieszkać, mieszkałam u kogoś. 

W jedynej sztuce, w której grałam w Izraelu, to był “Josze Kalb" I.I.Zingera z Morisem Szwarcem, który przyjechał na gościnne występy z Ameryki. Gdy mój mąż Itzchak Turkow zmarł, zastąpiłam go w Domu Szaloma Asza. Wolałam to, zamiast grać byle co po żydowsku. Wszyscy żydowscy aktorzy odeszli, powstało nowe pokolenie. Nie znając języka , nauczyli się niepoprawnie, młodzi ludzie, którzy nie mają za sobą bagażu żydostwa, którzy nie wiedzą nic o świecie żydowskim, czym był świat żydowski, żydowskie społeczeństwo, żydowskie miasteczko (sztetl), z tym trzeba się urodzić. Ale grajanie ma innych i widocznie jest zapotrzebowanie, bo Teatr istnieje. Biorą też aktorów z hebrajskiego Teatru, uczą ich języka, ale to nie ma, jak się mówi "żydowskiego smaku". Ale się ciągnie jak długo nie wiem, dobrze że jest jeszcze coś.

Szura zmarła we wrześniu 2020, mając 95 lat w Izraelu.

Tego wywiadu Szura udzieliła w czerwcu 2014 dla Yiddish Book Center NY. 

Pozwolę sobie dodać kilka słów. Ja grałam z Szurą w Warszawie w Żydowskim Teatrze Idy Kamińskiej. Mogę świadczyć, że Szura była jedną z dominujacych aktorek w Teatrze. Młoda, o nieprzecietnej urodzie, przyjazna, zdolna, wykonywała dominujace role z wielkim talentem. 

Tłumaczyla, redagowala i dostarczyała zdjęcia Lea Szlanger. 

Pani Leo, pięknie Pani dziękuje cały Białystok!


 

2020-10-11 07:09:25 history