Strona wykorzystuje COOKIES w celach statystycznych, bezpieczeństwa oraz prawidłowego działania serwisu.
Jeśli nie wyrażasz na to zgody, wyłącz obsługę cookies w ustawieniach Twojej przeglądarki.

Zgadzam się Więcej informacji

Krynki - zostań koordynatorem tej miejscowości - jewishbialystok@gmail.com

Krynki - Sceny z życia w kryńskim getto
zima 1941 - 1942, polska policja


uzupełnij jewishbialystok@gmail.com

Lola Wolf - Reznick


Początek burzy

(1939 – 1941)

[Z : "Pinkas Krinki", Tel-Aviv, str. 268]

<...>

Zmierzch Społeczności Żydowskiej Krynek

 

Żadnych manewrów tym razem

 

 

Sceny z życia w kryńskim getto

 

          Sceny z życia w kryńskim getto były potworne. Od szóstej rano począwszy robotnicy ustawiali się w rzędach. Wśród nich wielu starych mężczyzn, kobiet, małe dzieci, które powinny chodzić do szkoły. Teraz czekali na swego superwajzera i dwóch polskich policjantów prowadzących ich  na miejsce pracy. Pamiętam straszne sceny zimą: Szli owinięci w dziurawe łachmany (Niemcy zabrali im najlepsze ubranie), drżąc ze strachu i zimna! Na ich twarzach rysował się ogromny problem i ból wywołany straszliwą walką o przetrwanie,  okropnością tu i teraz oraz nadchodzącym końcem.


Oto kobieta,  zostawiła  małe dziecko w domu by pójść i zarobić parę groszy. Nagle dostaje ataku paniki myśląc, iż nie będzie w stanie przekroczyć bramy getta z odrobiną mleka obiecanego jej przez gospodarza.


Oto trzynastoletnia dziewczynka w podartych butach. Trzyma w dłoni chusteczkę, mając nadzieję na zawiniecie w nią kilku ziaren fasoli otrzymanych wczoraj od chrześcijańskiego przyjaciela, który przyniósł je na miejsce pracy. Nie – Żyd, relacjonuje, dzielił ze mną szkolną ławę, teraz chce mi trochę pomóc.


Oto Żyd z zapadniętymi policzkami i sterczącym nosem, zapatrzony w jeden punkt  – Cóż on widzi, o czym myśli?


W butach mojego brata, owinięta szalikiem mamy, z odrobiną żytniego chleba pomazanego buraczaną marmoladą stoję wraz z robotnikami fabryki. Nagle słyszę wrzask superwajzera: „  Czwórkami równaj !”

Kolumna robotników już sformowana. Wzrokiem żegnam się z moim małym braciszkiem i kuzynami, których widzę w innych kolumnach, również gotowych do wymarszu.

  Wychodzimy drugą bramą tuż obok rzeki na ul. Garbarskiej. Pięć metrów dalej nagle nas zatrzymują. Z kierunku wsi nadjeżdżają  dwaj żandarmi. Chcą się „ rozerwać ”,  sprawdzają tłum – czy mamy dobrze przyszyte oznakowania, czy, broń boże,  nie są one zasłonięte i tym podobne sprawy. Niebawem słychać krzyk, płacz, świst gumowego bata i cyniczny śmiech Niemców.

 Maszerujemy dalej. Polacy biegną za nami, chcą naszych ubrań, butów, bielizny. Obiecują, że zapłacą  –  parą jajek za sukienkę, litrem mleka za buty. Nie chcą niczego za darmo. Kobieta rzuca bluzą w chrześcijańskiego przyjaciela, prosi o przygotowanie półlitrowej butelki mleka dla swego dziecka. Powinna być gotowa na piątą, gdy będzie wracać z robót. Chrześcijanin obiecuje dotrzymać słowa, po cichu, by nie zauważyła go trzymająca rygor polska policja.


Pracuję ciężko. Wraz z innymi dziewczętami żydowskimi obsługuję maszynę tnącą. Maszyna stoi w garbarni „wilgotnej”,  tuż obok kadzi z zanurzoną w wapnie skórą. Zapach jest nie do zniesienia. Skóry trafiają bezpośrednio z kadzi do maszyny, bez wyżymania z wapna, które pożera skórę naszych rąk. Nie posiadamy odzieży roboczej,  jest zima.  Nasze ubrania są przesiąknięte wapnem;  nasze ręce pocięte i zakrwawione.

Od dwunastej do pierwszej po południu mamy przerwę na posiłek . O piątej po południu znów ustawiamy się czwórkami,  pod eskortą policji odmaszerowujemy do getta. Polacy znów biegną za nami żądając różnych rzeczy. Chrześcijanin niesie małą butelczynę mleka, inny, kawałek chleba. Nagle policja chwyta kobietę żydowską za jakieś wykroczenie.  Oskarżają ją o spekulacje z chrześcijanami i zabierają na żandarmerię. Nikt nie pozazdrości batów, które otrzyma z rąk Niemców.  Bardzo surowa inspekcja czeka u bramy getta. Polscy chuligańscy policjanci dokładnie sprawdzają każdego robotnika. Ktokolwiek przyłapany na próbie przemytu do getta nawet najdrobniejszej rzeczy zostaje  wychłostany natychmiast.

   

Ponadto,  Judenrat musiał  wydelegowywać  robotników żydowskich do podkryńskich dworów „ Parysów” (drobnych szlachciców polskich) teraz przejętych przez Niemców.  Żydzi pracowali w  Yeshmanta ( w Ejsmontach ?), Shtinef  (?), Shalk (?) oraz w innych dworach. W domu bywali tylko raz w tygodniu bądź raz na dwa tygodnie, w niedzielę, brudni i kompletnie przemęczeni  bardzo ciężką pracą, głodem, biciem i innymi okropnościami, z którymi musieli się borykać.

                                                                                                                                                     

 

                                                                      Z jęz. angielskiego tłumaczyła Joanna Czaban.

 

2019-04-11 16:18:17