Strona wykorzystuje COOKIES w celach statystycznych, bezpieczeństwa oraz prawidłowego działania serwisu.
Jeśli nie wyrażasz na to zgody, wyłącz obsługę cookies w ustawieniach Twojej przeglądarki.

Zgadzam się Więcej informacji

Miejsca

Świadek likwidacji getta


uzupełnij jewishbialystok@gmail.com
EN switch to english version
udostępnij na FB

 Świadek likwidacji getta


                                                                                                               

Zbigniew Karlikowski przed wojną  mieszkał przy ul. Trochimowskiej (obecnie

Przytorowej), jako chłopiec był świadkiem likwidowania białostockiego get­ta w sierpniu 1943 roku. Drewniany dom z jego dzieciństwa znajdował na wzgórku, tuż obok nasypu kolejowego, po którym jechały trans­porty do Treblinki. Obok szła droga, którą wtedy prowadzono Żydów na pobliskie pola ogrodzone drutem kolczastym. „Siedzia­łem tuż kilkadziesiąt metrów od drogi, kiedy esesmani prowadzili Żydów. Pamiętam, jak starsza Żydówka trzymała za rękę małą dziew­czynkę, a w drugiej niosła worek czymś wypełniony. W pewnej chwili rzuciła go na ziemię, chyba już nie dała rady nieść. Nie­miec to zauważył i kazał jej go podnieść; nie chciała. Esesman zaczął ją być pejczem, Żydówka darła się z bólu, upadła na druty, w tej samej chwili dziecko zaczęło krzy­czeć".

Pan Karlikowski był też świadkiem, jak podczas transportu w pobliżu jego domu wyskoczył z wagonu żydowski chłopak. „Wi­działem, jak podczas skoku chłopak uderzył się w słupek i nie dawał znaku życia. Niemcy z pociągu strzelali do niego, ale chyba uzna­li, że nie żyje i transport pojechał dalej. Po  jakimś czasie chłopak zaczął się ruszać, wstał i poszedł w stronę domów. Ludzie bali się go, gdyż miał zakrwawioną głowę, wie­dzieli, że jak mu pomogą, mogą stracić życie. Z daleka wskazywali mu drogę do po­bliskiego lasu, ale uciekinier doszedł do do­mu Ambrożewiczów. Tam była tylko trójka ich dzieci. Na jego widok zaczęły krzyczeć, zaraz zbiegli się sąsiedzi, nawet z przyległej ulicy Płockiej. Jeden z jego mieszkańców, pan Godlewski zabrał chłopca do swojego do­mu. Opatrzył mu głowę, dał ubranie, nakarmił i następnego dnia wskazał mu drogę do la­su. Podobno natknął się na żandarmów, którzy go zastrzelili." Z okna domu mama  Zbigniewa pokazywała na łuny pożarów - to paliło się getto. .

Marek Jankowski

 Tekst był już publikowany w 2005 r.


2018-03-11 21:30:54
Przesuń suwak